W 2000 r. kupiłem ŚM, w którym był artykuł o MZ ES 250 potocznie zwaną Jaskółką. Przedstawiono w nim tzw. jedynkę. Opisany egzemplarz był w jednej rodzinie 32 lata. Po długich latach przestoju został wyremontowany.
Jeszcze w 2000 r., pod wpływem wspomnianego artykułu kupiłem za 150 zł moją jaskółkę, tzw. zerówkę. Mój egzemplarz z 1961 r. użytkowany był tylko kilka lat. Przestał kilkadziesiąt lat pod wiatą nieposiadającą ścian, obok worków z nawozem. Po wypiaskowaniu okazało się, że kupiłem durszlak. Z mozołem polutowałem wszystkie dziury „na kwas” cyną do rynien. Później wyrównałem wszystko pilnikiem i papierem ściernym.
Bohater wspomnianego artykułu wybrał kolor z niemieckiego katalogu, a ja z kolei ściągnąłem z niego – turkusowa perła (moja z katalogu Volkswagena). Po umalowaniu rozłożyłem części na strychu u moich dziadków i tam motocykl przeleżał około 5 lat. Następnie przewiozłem wszystko i ułożyłem części na kolejne lata na szmatach na strychu domu moich rodziców. Wszystko przykryłem kolejnymi szmatami. Mijał czas, kupowałem i remontowałem kolejne motocykle, a Jaskółka czekała. Już myślałem, że nigdy jej nie złożę, doszło do tego, że bałem się jej ruszyć. Dokupione w między czasie części zardzewiały i do niczego się już nie nadawały. Czasami coś zrobiłem, np. ręcznie wypolerowałem masakrycznie utlenione aluminiowe koła. Jedno koło, od godziny 6/7 rano do jakiejś północy, polerowałem 2 dni. Co jakiś czas ruszyłem kilka elementów, coś tam rozkręciłem i minęło 14 i pół roku. Coś mnie jednak skłoniło do złożenia tego motocykla.
To nie był zwykły zakup. Mój dziadek jeździł dawno tremu WFM’ką M06 a później Gazelą, którą garażował w pokoju. Marzył jednak o innym motocyklu. Była nim właśnie eeska. Kupił ją mieszkaniec sąsiedniej wsi. Mój dziadek nie marzył o jakiejś tam eesce, on marzył o tym konkretnym egzemplarzu.
Moi rodzice przez te długie lata narzekali, że eMZeta przeszkadza im na strychu, nie mogą z niego swobodnie korzystać, wieszać prania. To jednak mój prawie osiemdziesięciotrzyletni dziadek był powodem, dla którego, przełamałem się, odważyłem się przywieźć wszystkie graty do garażu i postanowiłem zacisnąć pasa, bo nie tania to zabawa, a rok wcześniej złożyłem Royala Enfielda. Motocykl to przedmiot budzący niesłychane emocje. Motocykl zabytkowy rozbudza ponadto wyobraźnię o odchodzących czasach, ich barwie, charakterze i zapachach. Największym dziedzictwem kulturowym są jednak wspomnienia naszych bliskich, a odrestaurowaniem tego motocykla, to głównie im składam hołd. Mój jedenastomiesięczny wysiłek, który przeżywałem prawie każdego wieczora po pracy, jest ukłonem w stronę mojego dziadka... bo jakże odmówić Osiemdziesięciotrzylatkowi, który mówi, że chce jeszcze zobaczyć ten motocykl, który przez lata jak mantrę powtarza: „Złóż tą emzetkę, pojedziemy nią razem do Heńka. Jak ją zobaczy, to nie uwierzy, że to ten sam motor. Chcę się jeszcze nią przejechać”. Nie muszę Wam mówić co wówczas czułem, bo zapewne czujecie to samo.
Po prawie szesnastu latach
Jaskółeczka została złożona, a po czterdziestu paru odpaliła. Cały czas mam nr
8. „Świata Motocykli” z 2000 r. Myślałem, że wiosną 2017 r. pojedziemy z moim
Dziadkiem do Heńka; poprzedniego właściciela motocykla z historią.
Niestety, Heniek umarł. Odpaliłem więc motocykl i pomyślałem, że pojadę nim na
pogrzeb. Spadł kosz sprzęgłowy. Naprawiłem to. Patrzyłem na tę piękną maszynę z
podziwem, sporadycznie odpalałem, ale nigdy nie naszła mnie już chęć na
przejażdżkę. Pod koniec 2023 r. postanowiłem ją sprzedać. Mój dziadek ma 91 lat.