sobota, 19 lutego 2022

Dziki gwałt i zabójstwo

To był zwyczajny mord. Później zgwałcono cześć, jaką winno oddać się zwłokom. Gdybyś był na miejscu oprawców, nawet byś się nie zająknął i zrobiłbyś to samo.

 

Pierwsze zdania nie mają związku z resztą i w dodatku są bez sensu. Ma to o tyle znaczenie, że współczesny czytelnik nie czyta treści na stronach internetowych. On je przegląda. Kluczowe w tekstach są ponoć dwa pierwsze zdania. To trzecie napisałem nadprogramowo. Moimi muzami są popularne serwisy internetowe, typu WP. Mam wrażenie, że tam już nic nie pisze się z sensem.

Tytuł właściwy: Dzikie myślenie

Długo zastanawiałem się, którą część podcastu „Dzikie lektury” wybrać i opisać. Musiałem się nieźle nagłowić, bo drugi raz biorę na tapet Staszka Dutkę. Po co więc znowu? Bo czuję nieodpartą chęć. No i..., wcześniej była to powieść, teraz dzieło nowocześniejsze. Tak, jest to dzieło. To nie jest pierdu, pierdu o dziesięciu najwyższych budowlach, albo pięciu najbardziej (zdaniem autora) pojechanych ludziach na świecie. Tu mamy do czynienia z kilkunastoma przemyślanymi minutami, które każdorazowo zmuszą nas niestety do myślenia. Piszę niestety, bo myślenie w tych czasach nie jest przyjemne. Trudno oderwać się od przewijania internetowych treści, które wzorem pomysłowego FB nigdy się nie kończą. To uczucie dyskomfortu, jaki niesie przeżywanie jakichkolwiek emocji, jest jedyną nadzieją na wybawienie nas od przekleństwa słuchania wywodów Staszka. Bo, jeśli przekroczycie granicę i skupicie się za długo na jego głosie i przekazywanej treści, odwrotu już nie będzie. Będziecie się katować, słuchać, myśleć i czekać na kolejne części. Współczuję, znaleźliście się po myślącej stronie ludzkości. To jest ostatnia szansa żeby nie wychodzić ze swojej strefy komfortu!
Jakiś czas temu Staszek ruszył ze swoim podcastem „Dzikie lektury”. Ukazuje w nim powieści w sposób do jakiego nie byliśmy przyzwyczajeni. Dla mnie Staś był o tyle przewidywalny, że zaczął od „Buszującego w zbożu”. Spodziewałem się tego. Każda z odsłon kanału jest jednak odkrywcza, ma to coś, co każe nam słuchać, myśleć i czekać na ciąg dalszy. Kiedyś, youtube’owy kanał „Pasja informatyki”, filmem „Przekleństwo liczb pierwszych. Hipoteza Riemanna” wywrócił moje myślenie na temat matematyki. Innym razem Kacper Pitala otworzył mi oczy na wiele zagadnień z fizyki, biologii i pogranicza innych dziedzin. Teraz z belfrem Staszkiem możemy odkrywać na nowo literaturę i przy okazji swoje gęby.


Czułem duży pociąg do tego, żeby zaznaczyć moją fascynację tym co robi Staś, opisując ósmą część podcastu, zatytułowaną „Kapuściński, Biała Europa i bęc zmiana! Skąd się wzięła Czarna Europa?”. Napluć tak nią w ryj moim prawicowym i konserwatywnym znajomym. Patrzeć z zachwytem jak moja lewacka chara spływa po ich trzęsących się z nerwów policzkach. Treść prosto od serca zlewa się kolorystycznie z ich brunatną duszą. Postawiłem jednak na coś mniej nośnego, mniej prowokacyjnego, ale również skłaniającego do refleksji. Są to dwa podcasty pt. „Krótka historia przyjaźni człowieka i zwierzęcia - Singer Tokarczuk Harari”.


... trafia to do mnie. Przez cztery lata byłem wegetarianinem i co jakiś czas wraca do mnie myśl – a może tak weganizm? Ale po kolei. Nie rozumiem dlaczego tyle osób oburza się, że myśliwy strzela do sarny, zabija ją, a potem zjada. Przecież to jest bardziej humanitarne niż los zwierzęcia z dużej hodowli. Sarna w lesie przynajmniej coś przeżyła. Nacieszyła się jakąś wolnością i zginęła nagle, może nie zaznając stresu. Wszystko zostało wywrócone do góry nogami! Przynosząc zafoliowane mięcho do domu, konsument myśli, że jest to produkt sklepowy. Wyrósł w specjalnych warunkach hodowlanych w zamrażarce. Widział ktoś z Was fermę z kurczakami? Jeden koło drugiego, prawie w ogóle nie mają ruchu. Stoją i śpią w swoich odchodach. Nie mają piór, wszystkie sobie wyskubały. Pomyśl o tym wcinając zarumienioną skórkę. Takie kurczaki zapadają na coś w rodzaju choroby sierocej. Jeśli ptak zauważy na swej łapie czarną kropkę, np. paproch, będzie ją dzióbał aż mu odpadnie część kończyny. Jeśli zwróci uwagę na jakiś szczegół na ciele innego towarzysza niewoli, zacznie napierniczać dziobem w to miejsce. O dziwo, temu drugiemu kurczakowi najwyraźniej sprawi to przyjemność. Jeśli nawet nie, to wisi mu to jak „muzułmanowi” z Auschwitz. Cały ten proces jest w dodatku zaraźliwy. Jak się zacznie, najlepszym rozwiązaniem będzie wybicie całej hodowli. Co jest lepsze? Jakie życie i jaka śmierć. „Czy, obok praw człowieka, praw kobiet, praw mniejszości seksualnych i praw dziecka, nie powinniśmy zacząć mówić o prawach zwierząt?”

Poruszony temat jest „ugryziony” z wielu stron. Jest poważny, często nie brak mu jednak pazura i przymrużenia oka. Idąc za Staszkiem wbijmy zęby w cały ten ruch modnych behawiorystów, pomagających rozwiązać różne problemy psychiczne czworonożnych pupili. „Kiedyś, jak pies był nieposłuszny, brało się kija i robiło się porządek. Dzisiaj przychodzi behawiorysta i metodami miękkimi pomaga okiełznać pieska.” W tym wszystkim przypominają mi się niestety moi znajomi, którzy ciągle tiutiają słodko do swoich pupilków, mówią o tym jak wspaniałe są to stworzenia, a z drugiej strony, mam wrażenie, że wcale nie szanują drugiego człowieka. Jeszcze z innej strony, nie przeszkadza nikomu to, jaką podróż odbyło inne zwierzę w drodze na talerz.

Cała ta historia nie jest czarno-biała. Skłania do zadumy. Z jednej strony na przykład przepisy unijne regulują ciągle nowe sfery życia. Opisują warunki jakie ma spełniać produkt, którym jest żywność. Tak, żywność jest produktem. Obwarowanym ustawami i rozporządzeniami tworem. Ciągle słyszymy o ekologii i prawach zwierząt. W imię tych idei lepiej jest zamknąć zwierzęta w ciasnych i ciemnych klatkach, niż samodzielnie zabić i zjeść zwierzę, które się otoczyło opieką, często głaskało, a na koniec własnoręcznie zabiło i przyrządziło. Podnosimy coraz wznioślejsze ideały, a z drugiej strony wychowujemy bezmyślne rzesze konsumentów smartfonowych i serialowych treści.

Oglądałem kiedyś film jak negatywnie wpływa na indyjskie słonie wycinanie lasów. Słonie wydawały się w nim istotami myślącymi, cierpiącymi i zorganizowanymi na tyle, że walczyły o odbieraną im przestrzeń. Myślicie, że jest to motyw zaczerpnięty z filmu fantasy? Nikt jednak nie zaprzeczy temu, że te wielkie ssaki odwiedzają miejsca „pochówku” swoich bliskich. W jakiś sposób czują z nimi więź i przeżywają coś na kształt żałoby. Te same słonie potrafią też posługiwać się narzędziami. Przykładów udowadniających to, że zwierzęta odczuwają emocje jest wiele. Opracowano nawet eksperyment pokazujący, że małpki kapucynki odczuwają niesprawiedliwość. Szympansy przygotowują sobie narzędzia do łowienia termitów. Pewnie większość z Was słyszała o urodzonej w 1971 r. gorylicy Koko. Nie tylko nauczyła się języka migowego, ale też zaczęła tworzyć własne słowa. Takich doświadczeń było sporo. Wiele z nich skończyło się smutno, bo człowiek nie brał pod uwagę uczuć zwierzęcia. Weźmy na przykład Margaret Howe Lovatt, przyrodniczkę, która w latach’ 60 wzięła udział w badaniach finansowanych przez NASA. Margaret miała nauczyć tylko delfina Petera ludzkiej mowy. Zamieszkała z nim, a kiedy ten zaczął dorastać i przejawiać popęd seksualny, zaczęła go nawet zadowalać własna ręką. Kiedy badania zakończono, delfin szybko podupadł na zdrowiu, a następnie popełnił samobójstwo. Dlaczego więc potrafimy o tym wszystkim czytać, a z drugiej strony negujemy fakt, że zwierzęta posiadają wspomnienia, plany, myśli?. Wiecie, że w latach ‘50 XX w. makaki nauczyły się myć jedzenie? Jakaś samica zrobił to pierwsza, a reszta to od niej podłapała i tak już zostało. Nawet takie małe mrówki potrafią założyć hodowlę mszyc. Inne z nich uprawiają z kolei grzyby. Te małe owady wpadły na rolnictwo dużo wcześniej niż człowiek.  

Jak to się stało, że traktujemy zwierzęta tak, a nie inaczej? Może, jest tak jak opisał Yuval Noah Harari i winę ponoszą religie teistyczne, takie jak: judaizm, chrześcijaństwo i islam? Nie rozpiszę się na ten temat. Nie zrobię tego, ponieważ warto jest poszukiwać. Warto zostawić tajemnicę, byście zajrzeli na kanał „Dzikie lektury”. Warto zarazić Was ciekawością, tak jak Stasiu infekuje nasze mózgi chęcią przeczytania książek, o których opowiada. Na koniec tylko go zacytuję. „Czy nie tworzymy przypadkiem nowej ideologii? Nowej religii, która w miejsce tradycyjnego boga, twórcy świata, stawia nowe bóstwo. Bóstwo, któremu na imię środowisko. Bóstwo, które ma kolor zielony. Bóstwo, które ma na imię Eko. Czy nie tworzymy nowej ekoreligii?” A może my tylko wracamy do korzeni?

A wstęp? Okazuje się, że może jednak jest związany z tematem podcastu, który wybrałem do tego wpisu. Bo taki myśliwy, może być, jak u Olgi Tokarczuk, odrażającym typem, któremu wcale nie zależy na zdobyciu pożywienia. Jemu najwyraźniej staje na myśl o zabijaniu. Może kiedyś ucięcie łba kury na pniaku do rąbania drew określone będzie zabójstwem? Może masowym mordem nazwane zostanie to, co dzieje się ze zwierzętami w rzeźniach, a fermy uznane zostaną za obozy zagłady? Zanim to się jednak stanie, śliniąc się będziemy dokonywać gwałtu nad spieczonej skórce zwłok kurczaka.