poniedziałek, 4 stycznia 2016

Mikrowyprawa brzegiem Kamiennej do Ćmielowa



To kolejna mikrowyprawa, którą chcę się podzielić. Myślałem o niej kilka razy, aż pewnego dnia siedząc przed telewizorem, pomyślałem dosyć. Czas wychodzić troski, nerwy i przeżyć coś ciekawego. Tak, ciekawego. To niby nic, to wielce interesujące wydarzenie. Zabrałem aparat, coś do plecaka i w drogę. Sam aparat, potrzebny i niepotrzebny, bo jak uchwycić tę zwykłość, pospolitość taką jaką jest, bez retuszu, to pięknie malownicze NIC. Muszę jednak podeprzeć się fotografiami, żeby to ukazać.

Miało być brzegiem Kamiennej do Kunowa, ale tam chciałem wybrać się latem, więc poszedłem w przeciwnym kierunku do miejsc znanych mi z dzieciństwa i nieznanych, bo nieodebranych nigdy z tej perspektywy.

Przede mną właściwie było wspomniane nic. Przestrzeń. Bezkres. Jedynie, znajdująca się w zanadrzu, świadomość mostów, którymi zawsze można zawrócić i kilkunastostopniowy, orzeźwiający mróz, stawały się nadzieją szybkiego odwrotu w przypadku rezygnacji. Wrócić na pewno musiałem drugą stroną rzeki. Wypiłem więc litr wody z sokiem, żeby nie zabierać ze sobą zbędnych ciężarów i wyruszyłem na pięciogodzinną przygodę. W razie co, uspokajałem świadomość, zawsze w Brzóstowy lub Ćmielowie mogę kupić sobie coś do picia albo wrócić do domu środkiem lokomocji. Nie było takiej potrzeby.

Jak już wspomniałem, przede mną było nic, a za mną? Za mną, kiedy już minąłem ostatnie zabudowania miasta, oddalające się z każdym krokiem, pojawiało się kolejne nic, będące też motywacją – nie ma odwrotu! Romuald Koperski, kiedy załamywałby się takimi drobnostkami, nie osiągnąłby tego co osiągnął. I nagle w tym nicestwie zaczęły się wyłaniać twory zwykłe i charakterystyczne, ginące w zgiełku zdarzeń, informacji i medialnej pułapki domowego zacisza. Te pospolite punkty uczepienia myśli, przynosiły wspomnienia, zachwyt, obrzydzenie otaczającą rzeczywistością i znowu podziw dla tej pięknej, zwykłej, wydawać się mogło, że odeszłego przed latami świata. Postanowiłem fotografować bez zastanowienia, intuicyjnie, co wyjdzie to wyjdzie, zastany stan takim jakim jest. Podziwiałem przestrzeń, wały, słupy, wszechobecnie unoszący się dym, zachód, rzekę, słońce, opuszczone domostwa, drzewa, druty, bolące w butach palce, trawy, liście, lód, zamglone, pięknie zimne krajobrazy, znalazłem cudowne miejsce na piknik i tysiące niewymienionych przeze mnie rzeczy. Widziany oczami dziecka ład w bezładzie, to piękne nic. Zapraszam do fotorelacji.