To kolejna mikrowyprawa, którą
chcę się podzielić. Myślałem o niej kilka razy, aż pewnego dnia siedząc przed
telewizorem, pomyślałem dosyć. Czas wychodzić troski, nerwy i przeżyć coś
ciekawego. Tak, ciekawego. To niby nic, to wielce interesujące wydarzenie. Zabrałem
aparat, coś do plecaka i w drogę. Sam aparat, potrzebny i niepotrzebny, bo jak
uchwycić tę zwykłość, pospolitość taką jaką jest, bez retuszu, to pięknie
malownicze NIC. Muszę jednak podeprzeć się fotografiami, żeby to ukazać.
Miało być brzegiem Kamiennej do
Kunowa, ale tam chciałem wybrać się latem, więc poszedłem w przeciwnym kierunku
do miejsc znanych mi z dzieciństwa i nieznanych, bo nieodebranych nigdy z tej
perspektywy.
Przede mną właściwie było
wspomniane nic. Przestrzeń. Bezkres. Jedynie, znajdująca się w zanadrzu, świadomość
mostów, którymi zawsze można zawrócić i kilkunastostopniowy, orzeźwiający mróz,
stawały się nadzieją szybkiego odwrotu w przypadku rezygnacji. Wrócić na pewno
musiałem drugą stroną rzeki. Wypiłem więc litr wody z sokiem, żeby nie zabierać
ze sobą zbędnych ciężarów i wyruszyłem na pięciogodzinną przygodę. W razie co, uspokajałem
świadomość, zawsze w Brzóstowy lub Ćmielowie mogę kupić sobie coś do picia albo
wrócić do domu środkiem lokomocji. Nie było takiej potrzeby.
Jak już wspomniałem, przede mną
było nic, a za mną? Za mną, kiedy już minąłem ostatnie zabudowania miasta,
oddalające się z każdym krokiem, pojawiało się kolejne nic, będące też
motywacją – nie ma odwrotu! Romuald Koperski, kiedy załamywałby się takimi
drobnostkami, nie osiągnąłby tego co osiągnął. I nagle w tym nicestwie zaczęły
się wyłaniać twory zwykłe i charakterystyczne, ginące w zgiełku zdarzeń,
informacji i medialnej pułapki domowego zacisza. Te pospolite punkty uczepienia
myśli, przynosiły wspomnienia, zachwyt, obrzydzenie otaczającą rzeczywistością
i znowu podziw dla tej pięknej, zwykłej, wydawać się mogło, że odeszłego przed
latami świata. Postanowiłem fotografować bez zastanowienia, intuicyjnie,
co wyjdzie to wyjdzie, zastany stan takim jakim jest. Podziwiałem przestrzeń,
wały, słupy, wszechobecnie unoszący się dym, zachód, rzekę, słońce, opuszczone
domostwa, drzewa, druty, bolące w butach palce, trawy, liście, lód, zamglone,
pięknie zimne krajobrazy, znalazłem cudowne miejsce na piknik i tysiące
niewymienionych przeze mnie rzeczy. Widziany oczami dziecka ład w bezładzie, to
piękne nic. Zapraszam do fotorelacji.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz