wtorek, 8 listopada 2016

Przebudzenie

Hyyyyyyyyyyyyyyy – zacharczało w pokoju. Mariola złapała powietrze. Oczy w tym czasie miała już szeroko otwarte, aż zmarszczyła czoło. W nienaturalny sposób, w jednej chwili, niczym pociągnięta niewidzialna ręką, usiadła na łóżku.

– Szszszszkurwa! Co za sen! – krzyknęła.

Henryk, Heniuś – jak o nim mówiła, zatrząsł się nerwowo i się obudził.

– Co się stało? – zapytał.
– Jezu, miałam straszny sen – odpowiedziała Mariola. Jej głos lekko drżał. – Muszę szybko iść do Ani. – wyszła pospiesznie.

Pobiegł za nią. Przytulili się i patrzyli na śpiące słodko dziecko. Jej słomkowe loczki opadały na gładką, słodziutką twarzyczkę. Do jednego z przymkniętych oczek dotykało uszko pluszowego króliczka. Prawą rączkę ułożyła na różowej kołderce ze wzorem w kolorowe kredki. Dzięki temu widzieli jak ślicznie wygląda w piżamce, którą jej kupili Krakowie. Idealnie pasowała do delikatnej cery Ani, jasnych włosków. Siwoniebieskie tło wdzianka usłane było drobniutkim, kolorowymi kwiatuszkami, tworzącymi niepowtarzalny, komponujący się z anielską buźką deseń. Delikatna koronka wokół szyjki dopełniała widoku, sprawiała, że tę małą, lecz rezolutną dziewczynkę, można było pomylić z laleczką z wystawy sklepowej, o której marzą wszystkie dzieci. Stali przytuleni i wpatrywali się w swoją córeczkę bardzo długo. Dniało już, a oni nie robili sobie kawy. W ciszy, z uśmiechem na twarzy, ze szklistymi od wzruszenia oczami liczyli kolejne promyki wpadającego do pokoju słońca. Na dworze stawało się coraz widniej. Zapowiadał się kolejny piękny dzień późnego lata. Przez okienną szybę zobaczyć można było drżące liście osik. Słychać było lekki szum. Kolejne promyczki słońca wpadającego do domu delikatnie drapały kołderkę. Wodziły niczym paluszkami po rozgrzanym plaży piasku, muskając go ledwie opuszkami palców. Złociste smużki światła głaskały twarzyczkę dziecka. Powodowały, że Anulka uśmiechała się. Powolutku wracała z sennej wycieczki. Delikatnie zaczęła się poruszać, jej malutka dłoń znalazła króliczka, najpierw przytuliła go do policzka, a później energicznie wyciągnęła dłoń na prawo, przekręcając się jednocześnie na wznak. Kilkakrotnie lekko uniosła powieki. Uśmiechnęła się. Rodzice nie wiedzieli jeszcze czy to do nich, czy może robi to przez sen. Mrucząc i coraz bardziej zdecydowanie wijąc się i przeciągając na łóżku, w końcu otworzyła oczy. Spojrzała na stojących nieopodal ojczulków, uśmiechnęła się na dobre i powiedziała – Mamuś, tatuś, kocham was. Te cudowne chwile sprawiły, że Heniek przestał martwić się o Mariolkę, a ona z kolei całkiem zapomniała o okrutnym śnie, który się jej przytrafił.

Ania siedziała już przy stole z ciemnego drewna. Jadła delikatną jajecznicę na maśle. Miała na sobie swoją ulubioną sukieneczkę. Tę, na której zawsze z rozkosznym uśmiechem zaciekawienia dopatruje się nowych plamek. Fascynuje ją ten proces tworzących się zabrudzeń. Inaczej niż dorośli, nie widzi w tym nieuchronnej potrzeby prania, a raczej przypadkowy proces powstawania niepowtarzalnych malowideł. Kiedy ma ją tylko na sobie, woli przypatrywać się tej sukieneczce niż oglądać bajki na TVP ABC. Sukieneczka ecru z falbankami tuż nad kolankami, zakończonymi jasnoróżowymi cieniutkimi koronkami, z króciutkimi rękawkami nawiązującymi do tychże falban i żabociku sięgającym  pępka, posiadała wiele gładkich powierzchni, przez co idealnie nadawała się do przeprowadzania długich obserwacji i ewentualnych doświadczeń z zakresu plastyki. Ania wcinała jajeczka i z niedowierzaniem przyglądała się sukieneczce – co mamusia z nią zrobiła? Jest taka czysta, gładka, pachnąca, nie posiada żadnej plamki, dziewczynka gładziła ją swoimi drobnymi rączkami i nie mogła uwierzyć w to co widzi. Dawniej myślała, że mamusia z niej żartuje i za każdym razem podmienia wdzianko dając jej całkiem nowy ciuszek. Tak było do momentu kiedy zrozumiała, że jej rodzicielka jest czarownicą, a raczej dobrą wróżką. Prawda o tym fakcie wydała się, kiedy niczego nieświadome wcześniej dziecko odkryło w szufladzie w sypialni album ze starymi zdjęciami. Była na nich mami uczestnicząca w zlocie wróżek i czarnoksiężników. Ania, wiedząc o rzadkości posiadanych przez nią umiejętności, postanowiła, że nikomu o tym nie powie, nawet dziewczynkom, z którymi skacze w gumę. Gładziła więc dalej sukienkę rozmyślając o zaklęciach, które mamusia mogła wypowiedzieć w pralni. Drobne paluszki miętosiły koronki, szukały choćby jednej skazy, mamine zaklęcia były jednak doskonałe. Pac! Jajeczko upadło właśnie tuż w okolicy środka prawego uda. :) Niepowtarzalny widok. Dziewczynka aż odłożyła widelec i się przyglądała w bezruchu. Zastanawiała się czy pomóc obrazowi paluszkiem, czy może jednak zaczekać na rozwój sytuacji. Z wrażenia aż poleciała jej ślinka, znowu na sukienkę i to wywołało kolejny uśmiech na jej twarzyczce. Wzięła po dłuższej chwili jajeczko z sukienki w dwa paluszki i zjadła je ze smakiem, a jej uśmiech wydawał się jeszcze bardziej uśmiechnięty, w oczkach widać było błysk. Resztki jajka na sukience tworzyły góry, a może krater wulkanu.

– No, Aniu, długo jeszcze będziesz jadła tę jajecznicę? – głośno, ale z wyczuwalną radością, zapytała Mariola.
– Już kończę mamuś – powiedziała Ania i chwyciła za widelec.

Niedziela była pachnąca późnoletnim słońcem. Zapowiadała się głośno. Przyjedzie starsza ciocia z wujem z Kielc. Ciocia zawsze krzyczy, nie umie mówić cicho, u Ani wzbudza to radość i zaciekawienie. Starsze osoby są takie wyraziste. Posiadają swoje charakterystyczne cechy, wady i zalety mocno je wyróżniające. Wydawało jej się, że jej koleżanki i koledzy takie nie są i nigdy nie będą. Dzieci są normalne. Wizyta wujostwa zawsze wiąże się z dość dziwnymi prezentami: plastikowe samoloty, dość dziwne figurki zwierzaków, postacie z zapomnianych bajek, porcelanowa lalka, pomalowane muszelki. Dziewczynka zawsze je podziwia i zakopuje w piaskownicy. Dużo ich tam schowała. Dzisiaj, zaraz po śniadanku, wykopała kilka eksponatów. Ciocia będzie się o nie wypytywała, a ona jej pokaże ulubione zabawki. Piasek przystroił sukienkę, ale na krótko. Był suchy, szybko od niej odpadł, nie pozostawiając też żadnych nowych, znaczących wzorów.

Razem z pieskiem biegała po ogrodzie, Pikuś łapał zębami za koniec wierzbowej witki, którą Ania wymachiwała na lewo i prawo. Szczekał, podskakiwał i radośnie machał puszystym zakręconym ku górze ogonem. Ania obiegała stare jabłonie. W pewnym momencie przewróciła się, poturlała po trawie.  Pikuś, Pukuś, przestań! – krzyczała kiedy psina skakała obok niej, po niej, lizała po twarzy – Haha, przestań, już, już! – czworonóg nagle usłuchał i pobiegł ujadać, przyjechali z Kielc. Ania odkryła zielone smużki, które trawa zostawiła na sukieneczce. Dawno nie widziała tak wspaniałych kompozycji. Ubranie pomięło się w niektórych miejscach, co z kolei spowodowało, że zielone wzory nabrały jeszcze bardziej zachwycających kształtów. Leżała na trawie, leżała w trawie. Delikatne powiewy poruszały tą roślinnością. Na lewo, na prawo, w przód i w tył, po przekątnej, na boki, proces ten hipnotyzował, wciągał myśli dziecka. Listki spotykały się, lekko o siebie zawadzały, muskały i delikatnie się głaskały. Im Ania dłużej leżała, tym więcej widziała. Przelatywały motylki, bzyczały brzydackie muchy, im niżej patrzyła, tym więcej tajemniczych miejsc widziała. Przestrzenie tworzyły tajemnicze korytarze, a w zielonym dywanie nie zawsze było zielono. Mrówki wykonywały jakieś zadanie, zaś kolorowe robaczki, spacerujące po rozgrzanym kamieniu, posiadały tajemną wiedzę, sobie tylko znaną, nikt nie wiedział czym na prawdę się zajmują. Ania postanowiła wejść w ten świat, poznać go. Zmalała, rozgarnęła drobnymi raczkami liście traw. Okazało się, że jest chłodniej i ciemniej niż kiedy była duża. Szumiało jak w lesie. Stąpała po brązowej ziemi, bucikami ugniatała zwiędłe resztki roślinności. Poznała konika polnego, który zaprosił ją na herbatę zaparzoną z cynamonem i goździkami. Dodała cutrynkę (jak mówiła o cytrynie) i wlała sobie dużo miodu. Konik opowiadał jej o życiu w trawach, o swoich przygodach i znajomościach, częstował ciasteczkami. Dziewczynka nie mogła powstrzymać swojego zachwytu. Ujęły ją miniaturowe mebelki, mikroskopijne obrazy na ścianach. Cukiernica mniejsza niż jej plamka po jajecznicy (zanim Ania się zmniejszyła) była misternie wykonana przez najlepszego rzemieślnika w świecie małych zwierząt. Spędzili tak wiele godzin. Na koniec nowy przyjaciel odprowadził dziewczynkę inna drogą, ze wszystkimi napotkanymi owadami czule się witała. Nagle się wystraszyła, z nory wyszedł zimny pies. Konik się jednak zaśmiał, chwycił wystraszone dziecię mocno za dłoń. Nie bój się – powiedział – to nasz mędrzec. Stary Maks. Najmądrzejszy w tym ogrodzie. – dziewczynka odetchnęła.
- Nie obawiaj się mnie młoda istotko – powolnym, zachrypłym głosem dziadka przemówił chomik. Odwiedzaj nas jak najczęściej. Mamy Ci wiele do przekazania, musisz się dużo nauczyć, poznać nas. Zapraszam Cię następnym razem do siebie.
- Na pewno skorzystam – powiedziała – będę tu przychodziła. Teraz muszę już iść bo przyjechała ciocia z wujem.
Kiedy szła uśmiechnięta w kierunku domu, stawała się coraz większa, najpierw trawy pogłaskały jej jagody, a na końcu nie sięgały nawet kostek. Wróci tu jeszcze nie raz...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz