Ach, ten prysznic. Ciekawe czy będzie go Pani brała
również o świcie. Z delikatnością zrzuciłaby Pani swe nocne okrycie i
boso, delikatnie stąpała, nieuchronnie zmierzając ku porannej toalecie. A gdybym
to ja był Pani prysznicem? Gdybym dostąpił zaszczytu obmycia Pani? Gdybym mógł
być w pobliżu, nad Panią, przy Pani? Pieścił najpierw Pani włosy, czoło,
powieki, policzki i w końcu usta? Proszę nie odkręcać zbyt mocno wody. Chcę
spływać delikatnym strumieniem po Pani plecach, napawać się nimi, każdą
kropelką czuć ich zapach, smakować nocny sen. Ciepłymi kroplami z delikatnością
spadać na nie, rozbryzgiwać się, zwilżać i sprawdzać unerwienie Pani ciała. Snułbym
się powoli w dół smużkami niezliczonych strumieni, policzył kręgi, raz, dwa,
trzy..., nieuchronnie zmierzając do Pani wspaniałych pośladków, obmyłbym je.
Niesforne kropelki wpływałyby między nie. Nie pytając się Pani o zdanie, mikroskopijną
wilgocią dostawałyby się w zakamarki, twierdząc że to najkrótsza droga. Gdybym
był tymi kropelkami, zamknąłbym oczy, by pobudzić inne zmysły i wcisnąwszy się,
spłynąłbym środkiem w dół. Następnie, poczynając od wewnętrznych stron ud,
smakowałbym każdy centymetr Pani nóg. Pokryłbym je najdoskonalszą siatką
kartograficzną, zbadałbym, naniósł na nie i na wszelkie części Pani ciała
wszelkie izolinie. Byłbym Pani najdoskonalszym badaczem. Wodnym naukowcem
oszołomionym niezwykłością dokonywanych odkryć.
A przód Pani ciała? To dopiero musiałaby być rozkosz. Niezrównana,
niezapomniana, dla Pani warto zatrzymać czas. Póki bym tej umiejętności nie
posiadł, płynąłbym po szyi, ramionach, nawet nie śmiem twierdzić, że będąc
kroplami wody, wyrzucanymi ze słuchawki prysznica, mógłbym spaść na Pani
piersi, okryć je wilgocią, otulić sutki, wypełnić pępek, spływać po brzuchu.
Ileż wspaniałych kształtów napotykałbym po drodze. Czy to w ogóle jest możliwe?
Czy można mieć śmiałość by marzyć tak o Pani, czy ktokolwiek może dostać tak
wiele? Czy cokolwiek może sobie na to zasłużyć? Czy krople wody mogą posiąść
tak dużo?
Byłbym coraz niżej, zagłębieniami pachwiny podążałbym
siłą grawitacji w dół. Nie śmiem wspomnieć ile wspaniałych miejsc jest w
tej okolicy Pani ciała. To jest na osobną, wspaniałą opowieść. Tymczasem
krople, które opuściły przemilczane, cudowne rewiry Pani ciała, obmywałyby
noszące Panią po niegodnym ich padole nogi. Pamiętając o tym gdzie przed chwilą
były, krople chciałyby jak najmocniej uczepić się Pani ud. Objąć je, ściskać.
Mogłyby jednak jedynie, tak jak zawsze sobie spływać, całować kolana, łydki,
dążyć do stóp, zmoczyć każdy paluszek, wreszcie masować i całować wspomniane
stopy...
A kiedy zakręciłaby Pani już wodę, to zostałbym na
Pani niezliczoną liczbą kropelek, a gdyby Pani nie wzięła ręcznika to te
kropelki tkwiłyby na Pani i wysychały, poznając z rozkoszą każdą część
Pani ciała. Kropla, przechodząca w stan lotny, pod wpływem temperatury
najwspanialszego podłoża, na którym tylko mogła się znaleźć, zmniejszałaby
swoją objętość, ale miałaby czas na poznanie tego malutkiego skrawka, którego
dotknąć zaszczytu dostąpiła, aż ostatecznie by ginęła pieszcząc jakiś malutki
por.
... inne kropelki, które nie wyparowały jeszcze,
tkwiłyby w przyjemnym stanie, podgrzewane ciepłem Pani ciała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz