niedziela, 8 stycznia 2017

Droga Pani...



Ach, ten prysznic. Ciekawe czy będzie go Pani brała również o świcie. Z delikatnością zrzuciłaby Pani swe nocne okrycie i boso, delikatnie stąpała, nieuchronnie zmierzając ku porannej toalecie. A gdybym to ja był Pani prysznicem? Gdybym dostąpił zaszczytu obmycia Pani? Gdybym mógł być w pobliżu, nad Panią, przy Pani? Pieścił najpierw Pani włosy, czoło, powieki, policzki i w końcu usta? Proszę nie odkręcać zbyt mocno wody. Chcę spływać delikatnym strumieniem po Pani plecach, napawać się nimi, każdą kropelką czuć ich zapach, smakować nocny sen. Ciepłymi kroplami z delikatnością spadać na nie, rozbryzgiwać się, zwilżać i sprawdzać unerwienie Pani ciała. Snułbym się powoli w dół smużkami niezliczonych strumieni, policzył kręgi, raz, dwa, trzy..., nieuchronnie zmierzając do Pani wspaniałych pośladków, obmyłbym je. Niesforne kropelki wpływałyby między nie. Nie pytając się Pani o zdanie, mikroskopijną wilgocią dostawałyby się w zakamarki, twierdząc że to najkrótsza droga. Gdybym był tymi kropelkami, zamknąłbym oczy, by pobudzić inne zmysły i wcisnąwszy się, spłynąłbym środkiem w dół. Następnie, poczynając od wewnętrznych stron ud, smakowałbym każdy centymetr Pani nóg. Pokryłbym je najdoskonalszą siatką kartograficzną, zbadałbym, naniósł na nie i na wszelkie części Pani ciała wszelkie izolinie. Byłbym Pani najdoskonalszym badaczem. Wodnym naukowcem oszołomionym niezwykłością dokonywanych odkryć.  
A przód Pani ciała? To dopiero musiałaby być rozkosz. Niezrównana, niezapomniana, dla Pani warto zatrzymać czas. Póki bym tej umiejętności nie posiadł, płynąłbym po szyi, ramionach, nawet nie śmiem twierdzić, że będąc kroplami wody, wyrzucanymi ze słuchawki prysznica, mógłbym spaść na Pani piersi, okryć je wilgocią, otulić sutki, wypełnić pępek, spływać po brzuchu. Ileż wspaniałych kształtów napotykałbym po drodze. Czy to w ogóle jest możliwe? Czy można mieć śmiałość by marzyć tak o Pani, czy ktokolwiek może dostać tak wiele? Czy cokolwiek może sobie na to zasłużyć? Czy krople wody mogą posiąść tak dużo?
Byłbym coraz niżej, zagłębieniami pachwiny podążałbym siłą grawitacji w dół. Nie śmiem wspomnieć ile wspaniałych miejsc jest w tej okolicy Pani ciała. To jest na osobną, wspaniałą opowieść. Tymczasem krople, które opuściły przemilczane, cudowne rewiry Pani ciała, obmywałyby noszące Panią po niegodnym ich padole nogi. Pamiętając o tym gdzie przed chwilą były, krople chciałyby jak najmocniej uczepić się Pani ud. Objąć je, ściskać. Mogłyby jednak jedynie, tak jak zawsze sobie spływać, całować kolana, łydki, dążyć do stóp, zmoczyć każdy paluszek, wreszcie masować i całować wspomniane stopy...
A kiedy zakręciłaby Pani już wodę, to zostałbym na Pani niezliczoną liczbą kropelek, a gdyby Pani nie wzięła ręcznika to te kropelki tkwiłyby na Pani i wysychały, poznając z rozkoszą każdą część Pani ciała. Kropla, przechodząca w stan lotny, pod wpływem temperatury najwspanialszego podłoża, na którym tylko mogła się znaleźć, zmniejszałaby swoją objętość, ale miałaby czas na poznanie tego malutkiego skrawka, którego dotknąć zaszczytu dostąpiła, aż ostatecznie by ginęła pieszcząc jakiś malutki por.

... inne kropelki, które nie wyparowały jeszcze, tkwiłyby w przyjemnym stanie, podgrzewane ciepłem Pani ciała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz