poniedziałek, 30 stycznia 2017

niedziela, 29 stycznia 2017

Jest

... a gdybym był wiatrem,
to lekko pieściłbym Twoją twarz,
smagał policzki ciepłym podmuchem.
Gdybym był wiatrem to szczęściarzem bym był,
mógłbym poruszać Twoimi włosami,
gdybym był wiatrem,
to mógłbym jednocześnie gładzić twe powieki,
czoło, usta, szyję.
Gdybym był wiatrem,
to szeptałbym do Twych uszu słowa uwielbienia,
gdybym był wiatrem, to nigdy nie wiałbym Ci prosto w oczy,
gdybym był wiatrem nosiłbym Cię byś nie poczuła zmęczenia,
zaprowadziłbym Cię nad łąki, nad rzekę.

... a gdybym był obłokiem,
to otoczyłbym Cię miękkim puchem,
aż z rozkoszy byś mdlała.

Gdybym umiał Cię dotknąć w sposób, w jaki Cię kocham Bogiem bym był.

A gdybym był dżdżownicą to chciałbym mieć rozumek.
Spulchniłbym wówczas całą glebę,
byś miękko po niej mogła stąpać.
Pracowałbym wytrwale,
nie straszna byłaby mi spiekota ni ulewa.
Lekko byś stąpała, a ja wykonywałbym zadanie,
gotów nawet na to byś niechcący mnie zdeptała.
A gdybym był dżdżownicą,
to chciałbym mieć tytanową paszczę o uścisku pitbulla.
Zgryzłbym wszystkie kłody rzucane na niegodną Twych nóg ziemię.
Gdybym był tą dżdżownicą usunąłbym potłuczone szkła, kije
i zmielił swą paszczą wszystkie zakłócające Twą drogę kamyczki i kamienie.
Obróciłbym je w pył lekko unoszący Twe stopy.
Pył mieniłby się jak iskierki mrozu w słońcu,
a gdybyś upadła,
leciałabyś w zwolnionym tempie,
by paść w niego jak w najmiększy puch.
A gdybyś wreszcie chciała odpocząć w rozgrzanej promieniami trawie,
to gdybyś usnęła,
a ja byłbym wspomnianą dżdżownicą,
to owinąłbym się wokół Twojego dużego palca u nogi,
i byłbym najszczęśliwszą dżdżownicą,
i usnąłbym z Tobą w ten właśnie sposób przytulony,
bo kocham Cię bardzo,
a szczęście by nam sprzyjało...

... a gdybym był pierdolnięty,
to wariowałbym przed Tobą,
robił głupie miny
i opowiadał jeszcze durniejsze żarty,
skakałbym przed Tobą,
machał łapami,
skakał i cha wie jeszcze co.
Gdybym był pierdolnięty,
to miałbym nadzieję, że to wszystko Cię rozśmieszy.
Gdybym był pierdolnięty,
to robiłbym te wszystkie dziwne rzeczy
w nadziei, że rozwieją smutki, przyniosą radość.
... gdybym był pierdolnięty,
to pewnie bym myślał, że to wszystko
pomoże Ci z uśmiechem przejść przez życie.
... gdybym był pierdolnięty,
to pewnie zamęczyłbym Cię tym wszystkim,
myśląc, że to dla Twojego dobra.
Nie chcę być pierdolnięty...

... a gdybym mógł Pani nagie ciało obsypywać czekoladą...

... a gdybym był nikim,
to Ty byłabyś nadal pięknym kwiatem,
który zachwyca wszystkich i wszystko.
Gdybym był nikim.
to ta nicość też by się Tobą zachwycała
i nie wiem czy umiałbym się opamiętać
by nie otoczyć Cię tym niczym,
by pustka też Cię chwaliła.
Ale wiem, że taki piękny kwiat,
który składa się z niezliczonych wewnętrznych procesów i zjawisk,
nie może być nieszczęśliwy,
odgrodzony pustką od świata.
Gdybym był niczym
nie zrobiłbym jednak nic,
byś mogła zarażać ludzi swą wizją,
osobliwością i każdym płatkiem,
poruszającą się delikatnie na wietrze łodygą oraz każdym listkiem.
Gdybym był pustką mógłbym nie zrobić nic by Cię nie zmienić,
nie zakłócić niczym Twego cudownego bytu.
Bo wiem, że Kwiecie dobrem jesteś.
Te słowa niech będą symbolem tego jak bardzo Cię podziwiam,
jak nie mogę przestać o Tobie myśleć,
jak nie chcę Cię zmieniać,
gdyż jesteś zespołem wyselekcjonowanych przez Boga czynników.

niedziela, 8 stycznia 2017

Droga Pani...



Ach, ten prysznic. Ciekawe czy będzie go Pani brała również o świcie. Z delikatnością zrzuciłaby Pani swe nocne okrycie i boso, delikatnie stąpała, nieuchronnie zmierzając ku porannej toalecie. A gdybym to ja był Pani prysznicem? Gdybym dostąpił zaszczytu obmycia Pani? Gdybym mógł być w pobliżu, nad Panią, przy Pani? Pieścił najpierw Pani włosy, czoło, powieki, policzki i w końcu usta? Proszę nie odkręcać zbyt mocno wody. Chcę spływać delikatnym strumieniem po Pani plecach, napawać się nimi, każdą kropelką czuć ich zapach, smakować nocny sen. Ciepłymi kroplami z delikatnością spadać na nie, rozbryzgiwać się, zwilżać i sprawdzać unerwienie Pani ciała. Snułbym się powoli w dół smużkami niezliczonych strumieni, policzył kręgi, raz, dwa, trzy..., nieuchronnie zmierzając do Pani wspaniałych pośladków, obmyłbym je. Niesforne kropelki wpływałyby między nie. Nie pytając się Pani o zdanie, mikroskopijną wilgocią dostawałyby się w zakamarki, twierdząc że to najkrótsza droga. Gdybym był tymi kropelkami, zamknąłbym oczy, by pobudzić inne zmysły i wcisnąwszy się, spłynąłbym środkiem w dół. Następnie, poczynając od wewnętrznych stron ud, smakowałbym każdy centymetr Pani nóg. Pokryłbym je najdoskonalszą siatką kartograficzną, zbadałbym, naniósł na nie i na wszelkie części Pani ciała wszelkie izolinie. Byłbym Pani najdoskonalszym badaczem. Wodnym naukowcem oszołomionym niezwykłością dokonywanych odkryć.  
A przód Pani ciała? To dopiero musiałaby być rozkosz. Niezrównana, niezapomniana, dla Pani warto zatrzymać czas. Póki bym tej umiejętności nie posiadł, płynąłbym po szyi, ramionach, nawet nie śmiem twierdzić, że będąc kroplami wody, wyrzucanymi ze słuchawki prysznica, mógłbym spaść na Pani piersi, okryć je wilgocią, otulić sutki, wypełnić pępek, spływać po brzuchu. Ileż wspaniałych kształtów napotykałbym po drodze. Czy to w ogóle jest możliwe? Czy można mieć śmiałość by marzyć tak o Pani, czy ktokolwiek może dostać tak wiele? Czy cokolwiek może sobie na to zasłużyć? Czy krople wody mogą posiąść tak dużo?
Byłbym coraz niżej, zagłębieniami pachwiny podążałbym siłą grawitacji w dół. Nie śmiem wspomnieć ile wspaniałych miejsc jest w tej okolicy Pani ciała. To jest na osobną, wspaniałą opowieść. Tymczasem krople, które opuściły przemilczane, cudowne rewiry Pani ciała, obmywałyby noszące Panią po niegodnym ich padole nogi. Pamiętając o tym gdzie przed chwilą były, krople chciałyby jak najmocniej uczepić się Pani ud. Objąć je, ściskać. Mogłyby jednak jedynie, tak jak zawsze sobie spływać, całować kolana, łydki, dążyć do stóp, zmoczyć każdy paluszek, wreszcie masować i całować wspomniane stopy...
A kiedy zakręciłaby Pani już wodę, to zostałbym na Pani niezliczoną liczbą kropelek, a gdyby Pani nie wzięła ręcznika to te kropelki tkwiłyby na Pani i wysychały, poznając z rozkoszą każdą część Pani ciała. Kropla, przechodząca w stan lotny, pod wpływem temperatury najwspanialszego podłoża, na którym tylko mogła się znaleźć, zmniejszałaby swoją objętość, ale miałaby czas na poznanie tego malutkiego skrawka, którego dotknąć zaszczytu dostąpiła, aż ostatecznie by ginęła pieszcząc jakiś malutki por.

... inne kropelki, które nie wyparowały jeszcze, tkwiłyby w przyjemnym stanie, podgrzewane ciepłem Pani ciała.