środa, 23 października 2013

Mijający się na tej samej drodze



Tamten czas...
Kto wie co by było?
Ale czy ja byłem wówczas gotowy?
Czy byłem już tym,
Który dałby Ci szczęście?
Bo widzisz,
Każda chwila,
Każde zdarzenie nas stwarza
I Ty byłaś,
Jesteś
Takim zdarzeniem,
Które mnie w ogromnym stopniu stworzyło.
Patrzyłem na Ciebie i myślałem sobie
– Chciałbym być tak wspaniały jak ona.
Nigdy Cię nie dogoniłem,
Ale dzięki Tobie,
Gwiazdo o mocnym i zaraźliwym świetle,
Stałem się choć trochę
Wyraźniejszym i lepszym człowiekiem.

16 komentarzy:

  1. Jeśli to czytasz, to Cię bardzo przepraszam. Nie mogłem się oprzeć żeby tego nie zamieścić.

    OdpowiedzUsuń
  2. nie przepraszaj za uczucia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami całkiem nieświadomie kogoś ranimy. Innym razem, dając nadzieję, ranimy jeszcze bardziej. Za to przepraszam.
      Sprawdzamy samych siebie. Ile jesteśmy warci? Łudzimy się nadzieją, nie wiemy, że ktoś nas widzi lepiej niż my samych siebie. W imię walki z własnymi obsesjami, budując własne nadzieje, krzywdzimy kokoś innego. Wprowadzamy zamęt w światło Gwiazdy.

      Usuń
    2. co byłoby warte nasze życie gdyby nie nadzieja która karmi nasze zmysły ...Gwiazda mocno świeci i drogę wyznacza w imię życia miłości radości.....
      DZwSwK

      Usuń
  3. "Ideały są jak gwiazdy, nie można do nich dojść, ale można się nimi kierować" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeśli ideał jest obok nas?
      A jeśli jest zakazanym owocem?

      Usuń
    2. co znaczy ideał nie ma ideałów...to my je tworzymy w naszych chorych głowach a potem upadamy tłukac się boleśnie....i tak za każdym razem tworzymy iluzję ...


      ....z ostatniego listu do......
      to już moje ostatnie wołanie o naszą nieśmiertelność
      kończy się czas uciekają minuty wszystko zaczyna się rozmywać
      cały ten świat cały ten chaos w którym tkwimy i ja szukajaca i Ty Mój Bóg...
      Moja Wieczność nie wiem ile w tym prawdy a ile iluzji nie wiem czy jeszcze chcę czas odejść zamknąc
      znów drzwi by pworócić kiedy nastanie lepszy czas lepsze dni wtedy będe silniejsza o każda ranę szukania o każdy cierń przetrwania czy wtedy Cię odnajdę ..nie wiem...czy dasz się zaprosić do mojego świata....
      ...kiedyś to wszystko miało sens...kiedyś każdy z nas był silniejszy teraz z porwaną duszą żyjemy ale czasem jest to zwykłę wegetowanie z pustym czekaniem i przeczekiwaniem w imię czego???? wyidealizowanej miłości???? nie ma ideałów nie ma idealnej miłości..wszystko to nasze wytwory wyobraźni......

      DzwSwK

      Usuń
    3. Niestety masz racje. Pozostaje otwarte pytanie - czy kiedyś dorosnę i to zaakceptuję?

      Usuń
    4. to ja zadam Ci pytanie czy chcesz dorosnąć ? Za każdym razem sobie obiecuje nie pozwolę sobie już nikogo idealizować i za każdym razem to robię ..to jest tak jak dziecko mówisz mu nie a ono i tak to zrobi....my jesteśmy za wrażliwi na dorosłość zawsze będziemy niedorosli i przez to wiecznie jesteśmy kalekami miłości....

      DzwSwK

      Usuń
    5. Nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie, bo dorosnąć to nie być już sobą.

      Usuń
  4. Najważniejsze to zaakceptować siebie razem ze swoimi pieprzonymi wadami....to oznacza że życie znowu nas połamie im więcej o tym myślę tym większy mam mętlik w głowie...
    DzwSwK

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla Ch.b.A.w.U.

    Jesienny smutek...

    Szyby zalane łzami
    liście ścigane przez wiatr
    drzewa straszą nagimi gałęziami
    w samym centru Ty
    zbyt popękany by poczuć oddech wytchnienia
    zbyt kruchy w swym istnieniu by iść samotnie w dal....

    Dz.w.S.w.K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bruzdy istnienia
      jak rozstępy na dupie
      odbijają na naszych ciałach
      na duszy frasobliwej
      swym bolesnym piętnem
      trwały ślad
      tak popękani
      coraz bardziej naznaczeni
      płyniemy przez życie
      zostawiając w pamięci przyjaciół
      równie trwały ślad

      Ch.b.A.w.U.

      Usuń
    2. przyjaciele
      czarne markery dzierżą w dłoniach
      po bliznach istnienia
      od chwili poznania
      po ciałach bliskich
      rysują z każdą chwilą ślad
      z bohomazów linii
      kresek bezładnych
      wyłania się obraz unerwienia
      krwioobiegu
      niezbędnych istnienia cech
      łapiemy głęboki oddech
      powstały obraz zaczyna żyć
      nagie
      wymalowane ciała
      zanim się położą
      nim oddadzą ostatni dech
      przechadzać się będą ulicami miast
      przechodnie podziwiać będą dzieła artystów
      kiedyś nastanie ciał kres
      a malarze istnienia
      na pamiątkę cierpienia
      z markerami stwórcy
      zostaną w dłoniach

      Ch.b.A.w.U.

      Usuń
    3. i nic nie dodam...bo wszystko co bym napisała jest niczym wobec tego co Ty napisałeś...

      DzwSwK

      Usuń
    4. :))) ej, nie schlebiaj mi!
      Oczywiście dziękuję.

      Usuń