Nożem tępym wyżynasz serce swe,
Z krzykiem duszy z klatki wyrywasz je,
Ociekające w bólu łzami krwi
Na drżącej ręce wyciągniętej tkwi.
Nadzieją co skrzy wciąż naiwnością,
Jak suchym pędzlem malujesz znów świat.
Ze łzami w oczach i ich błogością,
Obawą przygryzasz wargi od lat.
Spełnienia już wkrótce czas nadejdzie.
Malarzu, widzisz was razem wszędzie.
Dogadane; dom, ogródek, wsi blask;
Zapory złego fatum słychać trzask.
Nie podnoś wzroku – z oczami na wprost
– Co dni przyszłości rozgania mgliste,
Kolejna nadziei twojej daje post,
By ścieżki wprowadzić wyboiste.
Chciałabym zaprosić Cię do jesiennego teatru rozmaitości
OdpowiedzUsuńw którym aktorzy to drzewa ich gałęzie tańczą w rytm
szumu wiatru a spadające liście ocierają się o siebie i tak
splątane w kolorach szaleństwa spadają na złotą trawę
i jeszcze leżąc przesuwają się po sobie delikatnie płynąc
z wiatrem dopóki zimny deszcz nie przerwie tego rozkosznego
przedstawienia...
DzwSwK