Był
raz król sprawiedliwy, bardzo dobrotliwy,
Miał
córkę wielce śmiałą i zarozumiałą,
Oj
dobra i przepiękna była z niej dziewucha,
Lecz
trochę, jak na wiek swój, za nadto przygłucha.
Ociec
chciał tej księżniczce powierzyć królestwo
Dając
warunek jeden – rozmnóż swe jestestwo.
Za
dziarskiego umyślił wydać ją rycerza,
Który
prócz bijatyki o lud dbać zamierza.
Poradził
się wpierw żony, królowej staruchy,
By
wnet mu swym zrzędzeniem dodała otuchy.
Toteż
zaraz ogłosił konkurs nad konkursy,
A
z córą zawiedzioną musiał iść w dyskursy.
Wieść
się wnet po królestwie tak całym rozniosła,
Gadali
wciąż o tym tyle, pewnie by nie zniosła,
Gdyby
wszystko słyszała, by się załamała,
A
z rozpaczy płakała by jej każda gała.
Młoda
córa na szczęście nie umyła ucha.
Nazajutrz
rano wybrać sobie miała zucha.
Oj
zjechała się z kraju całego ferajna,
W
karczmie pili, gwałcili, narobili łajna.
Nie
takich konkurentów stary ojciec szuka!
Być
w amoku po piwie dziarskim to nie sztuka.
Bijatyki
i śpiewy, tańce też, swawole,
Ja
tego napitego, ojczulku mój wolę.
Zawołał
król nadworną, swą przemądrą świtę,
A
później mocno krzyknął – rozgonić tę lipę!
Gdy
wnet wszystko nazajutrz uporządkowano,
Do
zabawy! Konkursów!; Już nawoływano.
Ten
jest taki, ten siaki, ten taki, krętaki.
Przebierają
– ten taki, a ten znowu sraki.
Atmosfera
czasami strasznie się zagęszcza,
Z
nerwów szybko do klopa król biegiem uczęszcza.
Teraz
walka na kopie już się rozpoczyna,
Będzie
dla jej zwycięzcy ta głucha dziewczyna.
Ona
swym jednak wzrokiem za kim innym wodzi,
Czy
to królewskiej pannie w ogóle uchodzi?
Ona
szuka w tym tłumie swego ogrodnika,
Co
nawpychał orzechów łapą do koszyka.
Szepty
pośród publiki drugi raz nastały,
Ze
zdziwienia wychodzą na wierzch wszystkim gały.
Bierze
tubę dziewucha ładna ale głucha,
Wrzaśnie
w nią przeraźliwie – Ja chcę tego druha!
Zwijają
się za śmiechu wszyscy tam zebrani,
Wielu
w powrotną drogę też ruszyło drani,
Zawody
wnet wznowiono, no więc się odbyły,
Pazury
żony króla w ławę się aż wryły,
To
jak się domyślacie z nerwów było wszystko,
Czemu
ta młoda dziumdzia robi pośmiewisko?
Więc
z kopyta ruszyły śpiące dotąd konie,
Rycerstwo
kopie chwyta w swe spocone dłonie,
Ten
spadnie jak fajtłapa z impetem z wierzchowca,
Ten
z bólu beczy głośno jak strzyżona owca.
W
łeb zarobił boleśnie inny dźgnięty mężny,
Huk
słyszano z daleka, bo był tak potężny,
Usłyszała
go nawet przygłucha księżniczka,
Co
chciała ze wsi chłopa co nosił koszyczka.
Nerwowe
już królowi się zbierają gazy,
Tłumaczył
z przekonaniem jej już to tyle razy,
Nie
wypada królewskiej tak brać chłopa dziewce,
Bez
joty pomyślunku, ot tak, kogo zechce.
Z
tępym w całości słuchem baba nogą tupie;
Ja
ojczulku powiadam – mam to wszystko w dupie,
Ten
kawaler choć biedny, to mi się podoba,
Nie
bogactwo, a dusza, to jego ozdoba.
Nie
o bogactwo wcale nam tu wszystkim chodzi,
Wiedzą
to droga nawet w zapyziałej Łodzi,
Wiesz,
toć w zawody stanąć on dzielnie powinien,
Szlachecko
urodzony mąż twój też być winien.
Siedziała
z boku cicho stara, brzydka babka,
Dla
niej rycerza kopie to nie żadna chrapka,
W
pamięci se palcami nagle pogrzebała
I
historię sprzed laty piękną wygrzebała,
Ogrodnik
uchrzaniony, toć to Mściwoja wnuk,
Legendarnego
woja co miał ze złota łuk,
Kiedy
wsławił swe ręce dostał go w podzięce,
Wróg
w bitwie nad bitwy, ginął w wielkiej męce,
Ród
byłby jego możny i nader szlachetny,
Lecz
go zdradziła żona gdy zakładał getry,
Podstępnie
ze szkatuły forsę zarąbała,
Choć
była młoda, piękna, to tępa z niej pała.
Ród
wielki i sławetny w ubóstwo popadał,
Wnuk,
zamiast walczyć w boju, orzechy układał.
Dobre
serducho miała, babka chociaż stara,
Przy
krytyce rodziny, o wnuczkę się stara.
Niech
chłopa ma dziewucha jakiego wybierze;
Stary
król i królowa aż krzyczą – nie wierzę!
Zrozpaczony
ojczulek zadaje pytanie:
Jak
do walki ogrodnik w tych zawodach stanie?
Nie
ma on pięknej zbroi, kopii ani konia,
Nie
pomoże zebranych mu także ironia!
Wnet
się wszystko wydało; od kiedy romans trwał,
Księżna
ogrodnika jest, zawsze się do niej rwał,
Że
zawalczyć będzie mógł, migiem ustalono,
Pozostał
jeden szkopuł, problem jednak wielki,
Przecież
on nie ma broni, na kopię ni belki,
Jego
atrybutem kosz jest pełen orzechów,
Wybuchną,
jak z nim wyjdzie, przecież salwy śmiechów.
Nic
to wcale nie szkodzi drodzy moi mili,
Nie
zwlekajmy już w czasie ani jednej chwili,
Jak
zaraz otrzeźwieje, przegra wnet sromotnie,
To
księżniczka żyletką przecież się nie potnie,
Król
ją ukarze jeszcze, pasem dupę złoi,
Toż
za tego wychodzić pannie nie przystoi.
Po
jednej stronie w zbroi dzielny rycerz staje,
Po
drugiej stronie pola, co opuścił gaje,
Chłopek
w łachmanach wychodzi, rękawem wytarł pot,
Pewnie
w dzisiejszych czasach leciał by teraz spot.
Wraz
ruszają z kopyta, karym koniem rycerz
I były
szlachcic wieśniak, co mu obcy snycerz.
Nagle
wieśniak pędzący, jak pieprznie na glebę,
Impetem
wydarzenia w błoto wpycha gębę.
Leci
koszyk rozpędem, dziwują się ludzie,
Niech
ze wstydu się schowa, głupi jak pies w budzie,
Orzechy
wyleciawszy toczą się po ziemi
A od
trawy wieśniaka ubiór się zieleni,
Na
orzechach się ślizga, pędzący koń kary
I spada
na nie rycerz, tłucze sobie bary,
Nie
może wstać zupełnie, girami wywija
Na
wsze strony woj „dziarski”, podają mu kija,
Podnosi
się zbolały, a giermek go wspiera.
Łoj!
– z bólu wrzasnął głośno, kijem się podpiera.
Na
orzechach z koszyka graca się przewrócił,
Niech
to szlak! – podle krzyczy, przekleństw moc wyrzucił.
Zataczają
się wszyscy, śmieją w niebogłosy,
Zachwytu
słychać nagle z tego gwaru głosy:
Tu
wieśniak całkiem bosy rycerza zwyciężył,
Z
tego powodu jak paw będzie się on prężył.
Klaszczą
wszyscy radośnie, śmieją się im ryje,
Rycerz
tu pohańbiony, po kątach się kryje,
Na
zawsze został taki niezadowolony,
Ogrodnikowi
teraz gratulują żony.
Co
radzić w takiej chwili, wygrał chłop bez gracji.
Król
zemści jak szewc stary, nie chce abdykacji.
Jak
od lat w bajkach bywa, czas na zakończenie,
Wszyscy
rzucą na koniec coś na podniebienie.
Wyprawiono
wesele jak się patrzy przednie,
Niech
w tym przepychu mina i sąsiadom zrzednie.
Dużo
dzieci spłodzili, zmieniali pieluchę,
Jak
przystało królewnie – każde było głuche.
Jakoś
tej sytuacji mus było zaradzić,
Wezwano
wszystkich magów, aby coś uradzić.
Zaraz
o losie chłopa radząc przesądzono,
Na
studia dano forsę, króla wykształcono
I surdologopedę
z niego uczyniono,
Co
by wstydu nie zaznać, z razu umówiono
– Gadać
o nim będziemy Wykształcony teraz,
Nowy
król chlubą będzie nam w przyszłości nie raz.
to jest genialne, nieźle się uśmiałam :).
OdpowiedzUsuńtechnicznie trochę składnia Ci czasem szaleje (gdzieniegdzie też rymy i interpunkcja), ale podoba mi się, jak szafujesz stylizacją na średniowieczny poemat i językiem współczesnym :).
--
http://storyoframona.blogspot.com
Poświęciłem temu cztery wieczory, w ogóle nie wiem jak poeci znajdują na to czas. Od liczenia sylab bolą mnie palce (jeszcze ta porąbana średniówka!) Pewnie by się też przydał ktoś, kto by sprawdzał to moje pisanie. Tyle lat z komputerem, a jak nie napiszę na kartce, to mi ciągle coś umyka. Po zamieszczeniu tekstu na blogu, zobaczyłem znowu tyle rzeczy do poprawy, że po prostu wsiadłem, rano przecież trzeba iść do pracy.
OdpowiedzUsuńJa nie zwracam uwagi na jakieś błędy czy niedociągnięcia sama jestem na bakier z rymami i interpunkcją dla mnie liczy się treść i tym razem baaarrrrdzio mi się podobało po całym ciężkim dniu baaaa po ciężkim tygodniu bardzo mnie to mile nastroiło :)))))
OdpowiedzUsuńDzwSwK
Strasznie długie i skomplikowane jak dla mnie bo ja wolę formy krótkie jasne i przejrzyste. Często są to takie przeróbki znanych i mniej znanych jak na przykład Micek Adamkiewicz ( żartuję ) i z niego wziąłem sobie kawałek inwokacji.co Wam zacytowywowywuję: - Ooo ! babo ileć cię cenić trzeba ten tylko się dowie co chuci doznaje..., albo z Reja : Dookoła chatki rosną pierdatki a dupa goła do Unii woła...to mniej więcej w tym stylu mię się co nieco zrymowywowywuje ale tak generalnie to wszystko idzie do szuflady bo się mimo wieku bardzo dojrzałego wstydzę uzewywewnętrzniaććć...ć
OdpowiedzUsuńi tak jestem pełna podziwu, że coś takiego udało Ci się stworzyć w tylko cztery wieczory. moim zdaniem jest genialne, choć trochę długie :).
OdpowiedzUsuńpoeci piją i tworzą, więc mają czas :P. ale wiem coś o tym, przy pełnoetatowej pracy trudno znaleźć czas, a do tego najlepsze pomysły zawsze przychodzą mi do głowy w autobusie.
zawsze dobrze mieć kogoś, kto sprawdza, bo samemu w pewnym momencie już przestaje się widzieć swoje błędy :P.
ja też wiele lat pisałam na kartkach, aż się w końcu nauczyłam szybko stukać w klawiaturę i teraz nawet tak wolę, łatwiej nanosi się poprawki.
P.S. z jakiegoś powodu nie działają u Ciebie linki bezpośrednich odpowiedzi na komentarze...
--
http://storyoframona.blogspot.com