piątek, 11 października 2013

O królewnie co zerwała z tradycją




Był raz król sprawiedliwy, bardzo dobrotliwy,
Miał córkę wielce śmiałą i zarozumiałą,
Oj dobra i przepiękna była z niej dziewucha,
Lecz trochę, jak na wiek swój, za nadto przygłucha.
Ociec chciał tej księżniczce powierzyć królestwo
Dając warunek jeden – rozmnóż swe jestestwo.
Za dziarskiego umyślił wydać ją rycerza,
Który prócz bijatyki o lud dbać zamierza.
Poradził się wpierw żony, królowej staruchy,
By wnet mu swym zrzędzeniem dodała otuchy.
Toteż zaraz ogłosił konkurs nad konkursy,
A z córą zawiedzioną musiał iść w dyskursy.
Wieść się wnet po królestwie tak całym rozniosła,
Gadali wciąż o tym tyle, pewnie by nie zniosła,
Gdyby wszystko słyszała, by się załamała,
A z rozpaczy płakała by jej każda gała.
Młoda córa na szczęście nie umyła ucha.
Nazajutrz rano wybrać sobie miała zucha.
Oj zjechała się z kraju całego ferajna,
W karczmie pili, gwałcili, narobili łajna.
Nie takich konkurentów stary ojciec szuka!
Być w amoku po piwie dziarskim to nie sztuka.
Bijatyki i śpiewy, tańce też, swawole,
Ja tego napitego, ojczulku mój wolę.
Zawołał król nadworną, swą przemądrą świtę,
A później mocno krzyknął – rozgonić tę lipę!
Gdy wnet wszystko nazajutrz uporządkowano,
Do zabawy! Konkursów!; Już nawoływano.
Ten jest taki, ten siaki, ten taki, krętaki.
Przebierają – ten taki, a ten znowu sraki.
Atmosfera czasami strasznie się zagęszcza,
Z nerwów szybko do klopa król biegiem uczęszcza.
Teraz walka na kopie już się rozpoczyna,
Będzie dla jej zwycięzcy ta głucha dziewczyna.
Ona swym jednak wzrokiem za kim innym wodzi,
Czy to królewskiej pannie w ogóle uchodzi?
Ona szuka w tym tłumie swego ogrodnika,
Co nawpychał orzechów łapą do koszyka.
Szepty pośród publiki drugi raz nastały,
Ze zdziwienia wychodzą na wierzch wszystkim gały.
Bierze tubę dziewucha ładna ale głucha,
Wrzaśnie w nią przeraźliwie – Ja chcę tego druha!
Zwijają się za śmiechu wszyscy tam zebrani,
Wielu w powrotną drogę też ruszyło drani,
Zawody wnet wznowiono, no więc się odbyły,
Pazury żony króla w ławę się aż wryły,
To jak się domyślacie z nerwów było wszystko,
Czemu ta młoda dziumdzia robi pośmiewisko?
Więc z kopyta ruszyły śpiące dotąd konie,
Rycerstwo kopie chwyta w swe spocone dłonie,
Ten spadnie jak fajtłapa z impetem z wierzchowca,
Ten z bólu beczy głośno jak strzyżona owca.
W łeb zarobił boleśnie inny dźgnięty mężny,
Huk słyszano z daleka, bo był tak potężny,
Usłyszała go nawet przygłucha księżniczka,
Co chciała ze wsi chłopa co nosił koszyczka.
Nerwowe już królowi się zbierają gazy,
Tłumaczył z przekonaniem jej już to tyle razy,
Nie wypada królewskiej tak brać chłopa dziewce,
Bez joty pomyślunku, ot tak, kogo zechce.
Z tępym w całości słuchem baba nogą tupie;
Ja ojczulku powiadam – mam to wszystko w dupie,
Ten kawaler choć biedny, to mi się podoba,
Nie bogactwo, a dusza, to jego ozdoba.
Nie o bogactwo wcale nam tu wszystkim chodzi,
Wiedzą to droga nawet w zapyziałej Łodzi,
Wiesz, toć w zawody stanąć on dzielnie powinien,
Szlachecko urodzony mąż twój też być winien.
Siedziała z boku cicho stara, brzydka babka,
Dla niej rycerza kopie to nie żadna chrapka,
W pamięci se palcami nagle pogrzebała
I historię sprzed laty piękną wygrzebała,
Ogrodnik uchrzaniony, toć to Mściwoja wnuk,
Legendarnego woja co miał ze złota łuk,
Kiedy wsławił swe ręce dostał go w podzięce,
Wróg w bitwie nad bitwy, ginął w wielkiej męce,
Ród byłby jego możny i nader szlachetny,
Lecz go zdradziła żona gdy zakładał getry,
Podstępnie ze szkatuły forsę zarąbała,
Choć była młoda, piękna, to tępa z niej pała.
Ród wielki i sławetny w ubóstwo popadał,
Wnuk, zamiast walczyć w boju, orzechy układał.
Dobre serducho miała, babka chociaż stara,
Przy krytyce rodziny, o wnuczkę się stara.
Niech chłopa ma dziewucha jakiego wybierze;
Stary król i królowa aż krzyczą – nie wierzę!
Zrozpaczony ojczulek zadaje pytanie:
Jak do walki ogrodnik w tych zawodach stanie?
Nie ma on pięknej zbroi, kopii ani konia,
Nie pomoże zebranych mu także ironia!
Wnet się wszystko wydało; od kiedy romans trwał,
Księżna ogrodnika jest, zawsze się do niej rwał,
Że zawalczyć będzie mógł, migiem ustalono,
Pozostał jeden szkopuł, problem jednak wielki,
Przecież on nie ma broni, na kopię ni belki,
Jego atrybutem kosz jest pełen orzechów,
Wybuchną, jak z nim wyjdzie, przecież salwy śmiechów.
Nic to wcale nie szkodzi drodzy moi mili,
Nie zwlekajmy już w czasie ani jednej chwili,
Jak zaraz otrzeźwieje, przegra wnet sromotnie,
To księżniczka żyletką przecież się nie potnie,
Król ją ukarze jeszcze, pasem dupę złoi,
Toż za tego wychodzić pannie nie przystoi.
Po jednej stronie w zbroi dzielny rycerz staje,
Po drugiej stronie pola, co opuścił gaje,
Chłopek w łachmanach wychodzi, rękawem wytarł pot,
Pewnie w dzisiejszych czasach leciał by teraz spot.
Wraz ruszają z kopyta, karym koniem rycerz
I były szlachcic wieśniak, co mu obcy snycerz.
Nagle wieśniak pędzący, jak pieprznie na glebę,
Impetem wydarzenia w błoto wpycha gębę.
Leci koszyk rozpędem, dziwują się ludzie,
Niech ze wstydu się schowa, głupi jak pies w budzie,
Orzechy wyleciawszy toczą się po ziemi
A od trawy wieśniaka ubiór się zieleni,
Na orzechach się ślizga, pędzący koń kary
I spada na nie rycerz, tłucze sobie bary,
Nie może wstać zupełnie, girami wywija
Na wsze strony woj „dziarski”, podają mu kija,
Podnosi się zbolały, a giermek go wspiera.
Łoj! – z bólu wrzasnął głośno, kijem się podpiera.
Na orzechach z koszyka graca się przewrócił,
Niech to szlak! – podle krzyczy, przekleństw moc wyrzucił.
Zataczają się wszyscy, śmieją w niebogłosy,
Zachwytu słychać nagle z tego gwaru głosy:
Tu wieśniak całkiem bosy rycerza zwyciężył,
Z tego powodu jak paw będzie się on prężył.
Klaszczą wszyscy radośnie, śmieją się im ryje,
Rycerz tu pohańbiony, po kątach się kryje,
Na zawsze został taki niezadowolony,
Ogrodnikowi teraz gratulują żony.
Co radzić w takiej chwili, wygrał chłop bez gracji.
Król zemści jak szewc stary, nie chce abdykacji.
Jak od lat w bajkach bywa, czas na zakończenie,
Wszyscy rzucą na koniec coś na podniebienie.
Wyprawiono wesele jak się patrzy przednie,
Niech w tym przepychu mina i sąsiadom zrzednie.
Dużo dzieci spłodzili, zmieniali pieluchę,
Jak przystało królewnie – każde było głuche.
Jakoś tej sytuacji mus było zaradzić,
Wezwano wszystkich magów, aby coś uradzić.
Zaraz o losie chłopa radząc przesądzono,
Na studia dano forsę, króla wykształcono
I surdologopedę z niego uczyniono,
Co by wstydu nie zaznać, z razu umówiono
– Gadać o nim będziemy Wykształcony teraz,
Nowy król chlubą będzie nam w przyszłości nie raz.

5 komentarzy:

  1. to jest genialne, nieźle się uśmiałam :).
    technicznie trochę składnia Ci czasem szaleje (gdzieniegdzie też rymy i interpunkcja), ale podoba mi się, jak szafujesz stylizacją na średniowieczny poemat i językiem współczesnym :).


    --
    http://storyoframona.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Poświęciłem temu cztery wieczory, w ogóle nie wiem jak poeci znajdują na to czas. Od liczenia sylab bolą mnie palce (jeszcze ta porąbana średniówka!) Pewnie by się też przydał ktoś, kto by sprawdzał to moje pisanie. Tyle lat z komputerem, a jak nie napiszę na kartce, to mi ciągle coś umyka. Po zamieszczeniu tekstu na blogu, zobaczyłem znowu tyle rzeczy do poprawy, że po prostu wsiadłem, rano przecież trzeba iść do pracy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie zwracam uwagi na jakieś błędy czy niedociągnięcia sama jestem na bakier z rymami i interpunkcją dla mnie liczy się treść i tym razem baaarrrrdzio mi się podobało po całym ciężkim dniu baaaa po ciężkim tygodniu bardzo mnie to mile nastroiło :)))))
    DzwSwK

    OdpowiedzUsuń
  4. Strasznie długie i skomplikowane jak dla mnie bo ja wolę formy krótkie jasne i przejrzyste. Często są to takie przeróbki znanych i mniej znanych jak na przykład Micek Adamkiewicz ( żartuję ) i z niego wziąłem sobie kawałek inwokacji.co Wam zacytowywowywuję: - Ooo ! babo ileć cię cenić trzeba ten tylko się dowie co chuci doznaje..., albo z Reja : Dookoła chatki rosną pierdatki a dupa goła do Unii woła...to mniej więcej w tym stylu mię się co nieco zrymowywowywuje ale tak generalnie to wszystko idzie do szuflady bo się mimo wieku bardzo dojrzałego wstydzę uzewywewnętrzniaććć...ć

    OdpowiedzUsuń
  5. i tak jestem pełna podziwu, że coś takiego udało Ci się stworzyć w tylko cztery wieczory. moim zdaniem jest genialne, choć trochę długie :).
    poeci piją i tworzą, więc mają czas :P. ale wiem coś o tym, przy pełnoetatowej pracy trudno znaleźć czas, a do tego najlepsze pomysły zawsze przychodzą mi do głowy w autobusie.
    zawsze dobrze mieć kogoś, kto sprawdza, bo samemu w pewnym momencie już przestaje się widzieć swoje błędy :P.
    ja też wiele lat pisałam na kartkach, aż się w końcu nauczyłam szybko stukać w klawiaturę i teraz nawet tak wolę, łatwiej nanosi się poprawki.

    P.S. z jakiegoś powodu nie działają u Ciebie linki bezpośrednich odpowiedzi na komentarze...


    --
    http://storyoframona.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń