poniedziałek, 30 września 2013

Dar Boga



całuję chleb
niczym rzeźnik
nożem go ranię
chrupiąca skórka
trzeszczy pod jego naporem
smaruję masłem pachnącym kobietę
wgryzam się w kromkę namiętnie
rozrywam zębami
świeże ciało Chrystusa
mówię mniam
po cichu
w myślach swoich
tęcza łukiem wznosi się do nieba
but ja rozpieprza
biegnie do chleba

niedziela, 29 września 2013

Przesyt



baby
za dużo was
odczepcie się
nie dam się zagłaskać
nie będę odmawiał
bo nie dopuszczę do bliskości
jestem zajęty
zajęty swoją samotnością
pielęgnowaniem swoich dziwactw
zamykam jak stróż więzienny
swe potrzeby z podstawy piramidy Maslowa
jak banita moralny
żyję na obrzeżach swego kościoła
bez rozgrzeszenia

piątek, 27 września 2013

Moje dwa wieczory z Królową czyli "Cza-Cza z Królową" Staszka Dutki




Kiedyś nastukalem Staszkowi Dutce w komentarzu na fb, że opiszę moje wrażenia z dwóch wieczorów spędzonych z Królową. Odpisał coś w stylu, że nie może się doczekać, a więc dotrzymuję słowa. Odczekałem trochę żeby zapomnieć recenzje, które czytałem, mam nadzieję, że nie zapomniałem przy okazji lektury. Hm, moja „Cza-cza z Królową”, mam nadzieję Stasiu, że mi to wybaczysz. Literacki ignorant, pusty pseudointelektualista, jak mu napisała psorka za jedenaście stron papieru kancelaryjnego na próbnej maturze, hochsztapler od niewierszy, niefraszek, nieopowiadań i niesztuki małopoczytnego bloga, piszący dla siebie, nie dla ludzi; bayer007, ośmiela się porwać na czynienie ocen, co by tu nie pisać, bądź co bądź, cenionego polonisty. Lecimy!

Zajmę się uczuciami, bo treść została już opisana wielokrotnie. Dla przyzwoitości napiszę, że „Cza-cza…”, to powieść o Edwardzie, bibliotekarzu, który poznawszy serialową gwiazdę, robi przy jej boku oszałamiającą karierę. W recenzjach, opisach, czytałem, że to Nikodem Dyzma naszych czasów. Muszę wyrazić swój sprzeciw, chociażby dlatego, że facet Królowej jest inteligentny, tyle, że zagubiony w świecie, którego nie zna.

Kiedy wziąłem do ręki tę lekturę, postanowiłem, że na koniec napiszę – Stasiu, jak na Ciebie to spodziewałem się, że będzie tego więcej, a tu ma się wrażenie, że jest tak jak w piosence Jana Krzysztofa Kelusa „było kurwa krotko”. No właśnie, tak było na początku, inne jednak uczucia mi towarzyszyły kiedy już zacząłem czytanie. Dzieje się, oj dzieje, jest gęsto jak w piosenkach Kazika Staszewskiego. Niby dosłownie, a myśli biegną nakierowane przez autora do skojarzeń, wywołanych niczym podczas rozkładania na czynniki pierwsze wiersza.

Staś wie jak ważną rolę odgrywa w moim życiu muzyka, stąd tyle tu odwołań do tej formy reakcji na otaczającą rzeczywistość. No właśnie, akcja, czyli otaczający nas świat współczesny, niezrozumiany przez pokolenie stracone, ni to socjalistyczne, ni to kapitalistyczne, wywołała reakcję w postaci „zrodzonego” piórem Stasia Edwarda… a może zrodził go ten świat jako antytezę, wyjątek potwierdzający regułę. Zastanawiam się skąd w autorze tyle młodzieńczego idealizmu? To tak jak z „Dorosłymi dziećmi” Turbo. W piosenkę wsłuchują się nastolatkowie i czterdziestolatkowie. Niby prosty tekst, a wciąż przejmuje swą treścią i jednych i drugich. Jest ponadpokoleniowy, odwołuje się do młodzieńczych uczuć, do tego czego nie zrobiliśmy, co straciliśmy. Każdy więc znajduje w nim coś nostalgicznego. Jeśli jest jakiś przepis na dobry kawałek, to ten jest według niego przyrządzony. Staś, świadomie albo nieświadomie robi z nami to samo. (Pewnie świadomie, bo jest świadomym bytem na tej ziemi – tej ziemi.)

STYL. Jak wcześniej napisałem jestem ignorantem. Kiedyś programowo odrzucałem wszystko, całą literaturę, wiedzę podstawową, żeby moje myśli były tylko moje. Nic bardziej złudnego, przecież każdy bodziec nas stwarza. Teraz jestem więc zmuszony napisać o tym co zobaczyłem po swojemu, po prostu nie mam punktu odniesienia. Świat tu opisany niby prosto (to czego nie potrafię) jest tak pełen porównań, skojarzeń, że w pewnym stopniu stawał się dla mnie poetycki, przenoszący w stan powtórnej analizy tego co na zewnątrz mnie. Co ważne, zaobserwowany nie przez widza z głębokiej prowincji, ale przez mieszczucha pełną gębą. Jeżeli ktoś się spodziewa zwykłej-niezwykłej historii, niech się nie zabiera do czytania tejże książki. Ten świat chwilami staje się nierealny, mocno przerysowany. Grzebię w swojej pamięci żeby wymyślić jaki. Może jest to taka możliwa do przyswojenia dawka w stylu Marqueza? Jest tu też humor, można się uśmiać, choć ostatecznie powinien nas zaprowadzić do zadumy. Czy Staś miał tu swoje wzorce? Swoich mistrzów? W końcu jego zawód, doświadczenia, predysponują go do tego. Żeby udziwnić to wszystko, napiszę, że ten opis, mikropierwiastek realizmu magicznego, jest ujęty (moim zdaniem) językiem z „Buszującego w zbożu”. Mamy tu scenę z prostytutką, niby odmienną, ale wzbudziła we mnie skojarzenia, a alfons… To już trzeba przeczytać.

Książkę polecam przede wszystkim nastolatkom. Chociażby dlatego, że połkniecie ją jednego wieczoru. Nie przemęczycie się, zawsze można szybko wrócić do Tibii, Metina, FarmVille, czy innej gry. Mnie zajęło to nieco dłużej, ponieważ zabrałem się za nią w dniu, podczas którego byłem bardzo zmęczony. „Cza-cza...” jest pełna idealizmu, który nie będzie wam obcy i „dziwnego” humoru, tak oryginalnego w fazie dorastania, wkraczania w dorosłość. Zobaczycie wreszcie świat, który Was otacza, całkiem innymi oczami, a przecież nie dzieli nas aż tak wielka różnica wieku.

czwartek, 26 września 2013

Brud



droga
wybór
powtórnie rozstaje
piękna
rozsądek
przyszłość
jaka
a może brak
lepiej
dla kogo
dla mnie
dla dzieci
dla niej
dla nikogo
dla kogo
serce
rozum
podpowiedź
walka
marzenia
piękne
rodzina
samotność
znowu kwiaty na łące
brak odpowiedzi
brak podpowiedzi
niewiadoma tu
niewiadoma tam
marazm
stagnacja
to też wybór
odtrącić
nie pozwolić się zbliżyć
wprowadzić ciszę
czekać
czekać
czekać
pozwolić na wszystko
na szaleństwo
barwy tęczy
jak roześmiane dzieci w ciuciubabce
co jest egoizmem
co nim nie jest
dla kogo lepiej

środa, 25 września 2013

V



czarny płaszcz dusza od środka rozrywa
miast światła gorycz szczelinami tryska
nielicznym prawda jest znana
z ciemnej bramy pnącza po ziemi się wiją
pod osłonę ciała raniąc się wżynają
wiotka łodyga okrycie na strzępy rozrywa
z dziur zacienione liście wystają
jeszcze jest nadzieja że zamienią się w winogrona
trysną piersi winem najlepszym
póki co zimny wiatr po nagim ciele hula
łopoce postrzępionymi dziurami
zebrało się czarne ptactwo na zachmurzonym niebie
słychać krzyk
a płaszcz fragmentami na ziemię spada
roztrzaskuje się niczym kawałki starożytnego posągu
przy głuchym upadku w zwolnionym tempie w pył się obraca
mówię Ci wstań
unieś głowę
poczuj zapach
znowu w zwolnionym tempie pył z upadku
w kubek pachnącej kawy się składa
dalej słychać krzyk
kto go usłyszy
przyjdzie wielki krawiec
mityczny stwórca płaszcza
kłując ciało krwią opływające
schronienie duszy zaceruje
zegarmistrz zegar przestawi
niczym ducha
krzyk ukochanego wywołuje
uklęknie
spije łzy po licu płynące
drżącą twarz do góry unieś
spójrz przed siebie
by z bólem minionym ale znów oddychać ....