całuję chleb
niczym rzeźnik
nożem go ranię
chrupiąca skórka
trzeszczy pod jego naporem
smaruję masłem pachnącym kobietę
wgryzam się w kromkę namiętnie
rozrywam zębami
świeże ciało Chrystusa
mówię mniam
po cichu
w myślach swoich
tęcza łukiem wznosi się do nieba
but ja rozpieprza
biegnie do chleba
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz