czarny płaszcz dusza od środka
rozrywa
miast światła gorycz szczelinami tryska
nielicznym prawda jest znana
nielicznym prawda jest znana
z ciemnej bramy pnącza po ziemi się wiją
pod osłonę ciała raniąc się wżynają
wiotka łodyga okrycie na strzępy rozrywa
z dziur zacienione liście wystają
jeszcze jest nadzieja że zamienią się w winogrona
trysną piersi winem najlepszym
póki co zimny wiatr po nagim ciele hula
łopoce postrzępionymi dziurami
zebrało się czarne ptactwo na zachmurzonym niebie
słychać krzyk
a płaszcz fragmentami na ziemię spada
roztrzaskuje się niczym kawałki starożytnego posągu
przy głuchym upadku w zwolnionym tempie w pył się obraca
mówię Ci wstań
unieś głowę
poczuj zapach
znowu w zwolnionym tempie pył z upadku
w kubek pachnącej kawy się składa
dalej słychać krzyk
kto go usłyszy
przyjdzie wielki krawiec
mityczny stwórca płaszcza
kłując ciało krwią opływające
schronienie duszy zaceruje
zegarmistrz zegar przestawi
niczym ducha
krzyk ukochanego wywołuje
uklęknie
spije łzy po licu płynące
drżącą twarz do góry unieś
spójrz przed siebie
Otworzyłam drzwi mojej świątyni, straszą w niej popękane ściany i krew spływająca z ołtarza
OdpowiedzUsuńw rozbitych oknach siedzą dumne czarne wrony-strażniczki strachu,
pielęgnują moje lęki skrzydłami rozganiając natrętnych przybyszów....
Moja świątyni tylko moja świątynia klęcząc modlę się do siebie o chwilę wytchnienia,
wyciągam maskę zamykam drzwi nikt już tu nie wejdzie.....
Dz.w.S.w.K