świątynię ze wspomnień buduję
tego jak lew bronię
na tym szmaty wieszać pozwalam
tego przyjaciela w sercu noszę
temu nie podam ręki gdy będzie tonął
tego szanuję
tego znosić muszę
zapakuję w świątynię myśli moje
w każdy kamień ciosany wzniosłą ideę
wybuduję z nich mur twardy jak skała
i nie ugnę się już więcej
przed naporem wpływów
interesów
ludzi fałszywych
w mrocznej świątyni życia i śmierci szukam symboli wieczności, pomiędzy ścianami zrodzonymi z bólu, cierpienia i tymi zrodzonymi z miłości nadziei i światła, z ust mych płyną słowa które odbijają się echem o mrok i jasność...z ciekawością dotykam życia szukam zapamiętania w wieczności..szukam siebie samej..
OdpowiedzUsuńDz.w.S.w.K