Niepotrzebnie
i nieodwracalnie tracimy czas, np. „siedząc” na blogach i portalach
społecznościowych. Wczoraj wybrałem się na kilkugodzinną mikrowyprawę „po
mieście”. Piszę w cudzysłowie bo czasami wystarczy zejść tylko kilka kroków z
chodnika by zobaczyć nieznany świat, inne życie. Tak odmienne i abstrakcyjne
jak ogrodzenie zrobione z łóżek szpitalnych. Kiedy już nagle zboczymy z
chodnika, możemy wówczas zrozumieć, po co są ludziom ogródki działkowe. Za
rogiem czekać nas może przygoda, taka jak pożar, płonące suche trawy, podpalone
przez jakiegoś debila! Zobaczymy skutek tego działania – śmierć ślimaka. Element
chaosu w naszej wyprawie, który układa tę podróż w spójną całość. Kiedy nagle
przestałem się śpieszyć ujrzałem utracony świat. Mogłem wnikliwie przyjrzeć się
i poczuć beton smołowy chodnika, kwiaty, trawę, pajęczyny, obserwować ludzi,
ptaki, rośliny, śmieci, domy. Jedyne niebezpieczeństwo to brak analizy przyczyn
i skutków, to tylko obserwacja zastanej rzeczywistości. Pożar, śmierdzące
spaliny zanieczyszczające powietrze, opakowania po lodach leżące w trawie lub
na chodniku, one są tylko wytworem ekosystemu, ludzkiego zbiorowiska miasta –
tak samo jak mrowisko, kopiec zbudowany przez miliony organizmów. Jedyne co
może nam się przydarzyć, co zmusi nas do myślenia i działania, to ten element
chaosu; pożar (akcja w środowisku) - musi (a przynajmniej powinna) nastąpić
reakcja, świadczącą o tym, że jednak nie jesteśmy mrówką. Poza tym to
przemierzamy trasę, na pozór bezmyślnie, wywołując częste uśmiechy ludzi,
którzy już chyba na zawsze zostali po tamtej stronie.
Pamiętasz
smaki albo zapachy z dzieciństwa? A może obrazy? Czy podczas Twojego wyjścia na
przerwę przed szkołę, powietrze zapachniało inaczej i dane Ci było poczuć, że
uczestniczysz w czymś wyjątkowym? Czy pamiętasz pierwsze dotknięcie dłoni
sympatii? Wyruszenie w tym miłosnym uścisku w świat, który był już za rogiem.
Obraz był wówczas ostry jak brzytwa. Czy myślisz, że to tylko wynik percepcji zniekształconej
Twoją młodzieńczą projekcją? Ja różnie to próbowałem sobie wytłumaczyć – aż do
wczoraj. Okazuje się, że to wszystko wcale nie zginęło. Po prostu nie mamy
czasu na to żeby analizować każdy skrawek otaczającego świata tak jak czyni to
dziecko. Ono przecież nie ma nic innego do roboty. Wystarcza jednak
mikrowyprawa, by nagle dostrzec piękno latających nasion mniszka lekarskiego,
które normalnie – w świecie wsiadających nas do samochodu, żeby dojechać do pracy – są elementem chaosu na karoserii, tak jak naniesiony nocą kurz.
Przemierzając
powoli w kilka godzin krótki odcinek wydawać by się mogło, że otaczający nas
świat jest statyczny. Upał, bezchmurne niebo, żar z niego się lejący, powietrze
zastygło. Obok mijam nieutwardzoną drogę. Chce mi się pić. Niewyobrażalny gorąc
odbija się od chodnika, czuję kurz z pobliskiej drogi, a wiec jest ruch. To
jest dynamika przyrody, raju utraconego, którego na własne życzenie nie
dostrzegamy.
Myślisz,
że w czasie od PRL-u do którejś tam RP coś się zmieniło? Tak się tylko wydaje.
Kiedy przyjrzysz się skrawkom, poszczególnym elementom, spojrzysz na świat z
bliska, zobaczysz, że nic się nie zmieniło.
Robercie, dziękuję...
OdpowiedzUsuńo!
OdpowiedzUsuń:)
Pió
Dlatego uwielbiam trznadle :-)
OdpowiedzUsuńbardzo mnie inspirują te fotografie...
OdpowiedzUsuńPawle, masz piękną, wrażliwą duszę artysty. Nigdy nie sądziłem, że "taki osobnik" (to za sprawą wizerunku jeszcze z czasów PRL i opinii innych, którzy budowali opinie oparte na wizerunku-niesłusznie, ma taką duszę. Choć odstraszałeś ubraniem i brzęczącymi łańcuchami, nie wydawałeś mi się inny, a to za sprawą, że miałem słabość do motocykli. Pamiętam Twój pojazd z bocziakiem, który wzbudzał sensację i uśmiech innych, ale nie mój. Twoje zdjęcia są fantastyczne, szczególnie te z dzieciństwa z wioski, z której jest tylko jedna droga wjazdu i wyjazdu ;-)Piękne wspomnienia. Zdziwisz się, ale pamiętam osoby, które są na tej starej fotce przy pomniku, choć jestem młodszy od Ciebie.
OdpowiedzUsuńTo bardzo miłe co napisałeś.
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci "Znajomy-Anonimowy".
Pozdrawiam Cię serdecznie.