Tekst i fotki zostały
przygotowane z okazji drugiego finału akcji „Ja ostrowczanin” zorganizowanego
przez stowarzyszenie Krzywa Kultury w 2012 r., mającego na celu prezentację
mieszkańców naszego miasta.
Я
Ja
ostrowczanin – sezon 2 prawie się kończy, a ja nic nie napisałem. Zabiegany,
zapatrzony, nie mam czasu. Jak ulęgałka na polnej miedzy huraganem swoich spraw
smagany, w nich się zatapiam, nimi jestem opętany. Czasem myślami tego
samotnego drzewa sam stawiam opór i równie samotnie znoszę żywioły. Od wyżu
do niżu, od słońca do burzy, od mrozu do suszy, coraz starszy jestem i coraz
bardziej kruchy. Ach jeszcze konar ocalić, oprzeć się wiatrowi resztkami
giętkości, witkości gałęzi. Myśl tylko jedna w tej chwili może przyświecać;
ratować owoce, w nich są nasiona, jeszcze nie teraz, jeszcze nie spocznę,
jeszcze wykrzeszę dziesięcioleci kilka (!) nim niczym pierś żeglarza trawami porosnę.
Ja
ostrowczanin, czasem chcę się z przeszłością rozprawić, wygarnąć wszystkim, za
to co nie wyszło. Spuszczę wówczas głowę i powiem – nie wziąłem w tym udziału.
... nic wtedy z siebie nie dałem, frustracje na forum nr1 wywalę. Cały
czas mam w głowie pierwszy dzień w przedszkolu, więc jaki półmetek, jaki kryzys
wieku średniego? Wciąż krótkie gacie zakładam i wciąż żyję nadziejami,
wciąż wierzę w myśli wyśnione i choć narzekam – swoim spojrzeniem jeszcze kogoś
zarażę.
Zanim jeszcze
coś o sobie napiszę z Wami i przybyłymi na finał akcji się rozprawię!
Narzekacie, ględzicie, marudzicie, chodzicie ze spuszczoną głową, nic u Was nie
słychać albo jest wszystko po staremu. Nic się nie dzieje, dupy nie ruszycie.
Ciągle w kółko słyszę: Ostrowiec to wiocha, kultura umiera, ludzie się tu w nic
nie angażują. Odpowiadasz mi często: nie nic tu nie zrobię, nie warto, żeby
ktoś sobie moje zasługi przypisał? Po co się poświęcać temu grajdołowi, lepiej
wyjechać, gdzie indziej jest życie. Tu wszystko mi się nie podoba! Więc po
spotkaniu z Tobą wskoczyłem w autobus i na tym zapyziałym dworcu w Opatowie
wysiadłem, gdzie jak mówią „władze od lat z żydkami dogadać się nie mogą”.
Znowu ludzie nie mają pracy, znowu młodzież wyjechała, znowu nic się niby nie
dzieje ale nagle dumą po pysku dostaję. Mały Opatów, a jednak każdy jest
mieszczuchem, radość pochodzenia, dziedzictwo pokoleń. Jest rdzenna krawcowa
i rdzenny mechanik, jest rdzenny lokalny polityk i rdzenny mieszkaniec.
Doszedłem do rynku i rdzennemu żulowi rękę podaję, i każdy mi tu powie gdzie są
najlepsze pączki, i każdy dumny jest z tego, że one tutaj są i każdy jest
wielkim opatowianinem.
Ostrowczaninie!
Czemu więc tak narzekasz? Czemu obgadujesz? Nie jesteś dumny z fotografa,
który tyle lat tu dla Ciebie pracuje? Nie jesteś dumny z targowiska? Nie jesteś
dumny ze sklepu AGD, budki z goframi, punktu dorabiania kluczy, który przez
dziesięciolecia, mimo Twego narzekania tak trwa? Nie jesteś dumny z tysiąca
jeden drobiazgów budujących ten mały świat? Nie chcę być Tobą, nie chcę być
ostrowczaninem! Bo inaczej wyjdę na klatkę schodową i papierkiem pierdolnę, bo
będę wiedział, że to już nie moje. Torebkę z chipsów na trawie moje dzieci
zostawią i pójdę wówczas na zebranie rady osiedla i im to wypomnę! Bo nic oni jak
i w urzędzie nie robią! I nauczycielkę opieprzę bo nie mam szacunku
do pedagoga, który mi dziecka nie umie wychować! Obudź się wreszcie mieście ty
moje! Ja też tu kiedyś przyjechałem jak tysiące robotników. Wyjrzyj
uśmiechnięta mordo ze starej kamienicy i krzyknij dzień dobry do Józki,
która na wiszące na trzepaku dzieci wciąż krzyczy. Może dostanie „pałera” i
schody zamiecie. A może nic nie zauważysz, a może to przyniesie pozytywny efekt
motyla i nagle kwiaty wyrosną i staniesz się Ty i stanę się ja roztańczoną łąką.
I nagle miasto czerwone od krwi robotników, płynącej w spracowanych żyłach
rąk w podwiniętych flaneli rękawów koszuli kulturalną ostoja się stanie, a
obok tego niczym na wiejskiej zabawie zespół disco polo pozwoli Ci się
wyszumieć. I nagle Rysiek papierek podniesie, a Zygmunt porozmawia z dziećmi o
obsikiwanym i wysprayowanym sklepie. I nagle Twoja żona gwiazdą się stanie.
I wreszcie wyciągniecie fotografie i na wersalce je rozrzucicie. Sztuczne ognie
wystrzelą, usłyszę fanfary, nie tylko myślą ale wzniosłym krokiem to miasto
przemierzę i spojrzę Ci w oczy bo Ty łba już nie spuścisz. Mnie też jest kolego
ciężko ale dzieci tym nie zarażę. Zanim ta modlitwa, ta mantra się wypełni,
zapytam bezczelnie, kto z okazji finału tej akcji choć jedno zdjęcie w
necie zamieścił?
Teraz wracamy
do mnie. Też przyjaciółko jestem słaby, też zawalam wiele spraw ale jednak się
podnoszę. Tak jak Ty miotam się z ostatnim groszem lub myślą między mą
samolubnością a wzniosłymi potrzebami lub zwykłym rodzinnym garem, i choćbym
nie wiem jak chciał Cię skłamać to tak jak każdy – żyję na krawędzi dobra i
zła. Tymi akapitami sąsiedzie Cię budzę, może będzie Ci łatwiej jak się
dowiesz, że w naszych różnych postawach te same rozterki przeżywamy. Ja też
przechodniu wstaję przed południem w niedzielę i mam wrażenie, że jutro
już było przedwczoraj, bo ono
umyka
przemija
nie wiemy co
lenistwo
strach
tracimy
mogło być
jest jak jest
nie dla mojego życia
bóg mnie stworzył
za grzechy przodków
za błędy moje
za zbrodnie potomków
cierpię
tłumaczę sobie różnie
za prawość przodków
dla mojej czystości
za chwalebność potomków
smuci mnie to szczęście
nie chcę być bohaterem
nie chcę być altruistą
nie chcę dawać innym!
chcę dawać jednej!
za czyny nie zrobione
za marzenia niespełnione
za poddaństwo ojcom
za strach przed krzywdzeniem
stawić czoło ojcu
stawić czoło bogu
żyć nie dla potomków
żyć dla siebie
żyć dla wszystkich pokoleń
czuć wiatr we włosach
latać
tańczyć na łące
Cóż mogę
jeszcze o sobie powiedzieć? Przecież obnażyłem się już w tamtym roku. Chcę
żebyśmy byli dumni, radośni mimo życia znoju. Budujmy naszą przyszłość, na ile
nas stać i jak nam starcza sił. Nie prześpijmy życia. I na koniec każdy z nas
niech krzyknie: TO DLA SWYCH DZIECI ŻYJĘ! One są mym odbiciem, stąd te zdjęcia
zamieszczam, one są moim autoportretem, moją nadzieją, przyszłością, życiem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz