niedziela, 2 czerwca 2013

ja ostrowczanin


Tekst i zdjęcie przygotowane z okazji finału akcji "Ja ostrowczanin" w 2011 roku zorganizowanej przez stowarzyszenie Krzywa Kultury.






Nie jestem ostrowczaninem z krwi i kości. Zamieszkałem tu po ukończeniu osiemnastu lat, a i tak uciekałem często na wieś. Mam jednak z tym miejscem wspaniałe wspomnienia. Poznałem wartościowych ludzi, „rdzenny element”, spędziłem setki godzin na rynku dywagując o przyszłości, o tym jak żyć lepiej. Tu i w parku, do którego czasem strach było chodzić rodziły się i wpadały w błoto nasze młodzieńcze ideały. Ten swoisty przekrój tubylców rozjechał się po świecie szukać chleba powszedniego. Ja zostałem, zostałem bo bardzo chciałem być młodym ojcem. Dobrze, że takie decyzje podejmuje się w niepełnej świadomości. Dzięki temu jednak jestem, trwam. Tu przeżywam swoje małe wzloty i bolesne upadki i z klawiatury kontaktuję się z tym zapomnianym dzikim kwiatem niegdysiejszej młodzieży.
            Ostrowiec to ludzie, a oni ciągle byli koło mnie mimo tego, że mieszkałem 10 km stąd. To oni przyjeżdżali do mnie, bo to w Ćmielowie i okolicznych wsiach kwitł rock’n’roll. To my zasilaliśmy koncerty w ODS „Malwa”. Nasze życie na wsiach w wielu sferach  wiązało się z tym ośrodkiem miejskim. I co ważne, dokładnie pamiętam nas z czasów kiedy tu zamieszkałem. Choć głód wygonił wielu z nas byliśmy dumni z tego MIASTA!
            Spoglądam wstecz i wspominam przyjaciół. Mieszkają tysiące kilometrów stąd. Wszystkie mieszczuchy i mieszkańcy okolicznych wioch, żyliśmy tu, bądź to miejsce na nas oddziaływało. Wspomnijcie, to był nasz Ostrowiec! Ja ciągle o Was myślę, nie zapomnę nigdy, bo gdyby nie wasze słowa i czyny, nie doszłoby nigdy do interakcji dzięki której jestem tym kim jestem. Jestem sobą. Pamiętam Was, pamiętam też tych, którzy w tak młodym wieku odeszli. Od dwudziestu lat piszę do szuflady. Piszę „niewiersze”, „nieopowiadania”, „niefraszki” i „niebajki”. Dla Was koledzy pokonuję wstyd i wyciągam na światło dzienne pożółkłe szpargały.


Litania
Mamy drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia
Właśnie wyszedł niepijący szwagier
Panie Boże napijmy się
Jak zwykle Ty polewasz
No to za Janusza
Który się utopił
No to za Dżenego
Który świetnie rysował a skończył żywota na torach
No to za Humla
Który się powiesił
No to za Gela
Który się powiesił
No to za Cypisa
Który zginął z mordercą na motocyklu
Napijmy się za Siekierę
Który się powiesił
Napijmy się za Siłę
Który siedzi za zamordowanie teściowej
Wypijmy za Ringa
Który się powiesił
Wypijmy za Cacka
Który jechał na motocyklu
Wypijmy za kierowcę
Który w tę upojną noc wyjechał samochodem
Wypijmy za Genego
Którego przygnietli płytą nagrobną
Zdrowie Woza
Któremu stanęło serce w słonecznej Italii
Wypijmy za Piotra i wspomnienia o latach osiemdziesiątych
Panie Boże
Już nie polewaj
Jestem zbyt upity
Położę się spać

            Brutalne jest to życie. Napiszę jednak o tym czym było dla mnie to miasto zanim tu zamieszkałem. Było moją ukochaną wsią pachnącą szeleszczącym zbożem i ścieżką wśród zieleni, którą musiałem przebyć w drodze na przystanek. Było przede wszystkim górą, na którą wychodziłem i Ostrowcu w Ciebie się wpatrywałem. Z tej góry byłeś dla mnie hutą, dymiącymi kominami na granicy widnokręgu, byłeś wielki, budziłeś zachwyt ale byłeś dla mnie nade wszystko tym co stało na drodze mojego wzroku. Zanim więc dobiegł on do Ciebie byłeś dla mnie kocimi łbami, wspomnianym zbożem, starosłowiańskim kurhanem, czy grobowcem Szwedów, wysokimi drzewami, Grójcem, łąką, lasem i dopiero ogromnym, mieszającym się z chmurami dymem. Byłeś dla mnie wiosną, latem, jesienią i zimą. Byłeś wyjazdami z rodzicami, nie pamiętam po co? Jakże ja na nie czekałem. Czekałem, bo jak już minęliśmy ten obleśny szkielet przyszłej „Gromady” to na al. 1 Maja, obok księgarni czasem stał stary wyścigowy samochód. Konfabulacje zastępują wspomnienia. Może to było nawet Auto Union Type C lub D. Nieważne, to był piękny samochód, a później to już tylko pizza w „Hawanie”. Więc byłeś Ostrowcu ciągle przy mnie, ciągle obok, najważniejsze jednak, że byłeś dla mnie tą wsią na której mieszkałem. Choć czasem przyjeżdżał do nas jakiś „kierowca z Ostrowca”, np. stryjek Karola, to moje dziecięce oczy rejestrowały inne obrazki niż „rówieśniczych gnojków” w Tobie żyjących.
            Cóż, mimo tego wszystkiego co tu wypisuję jestem ostrowczaninem. Nadszedł więc czas żeby w końcu się przedstawić, zaprezentować… Och, jeszcze większy opór muszę pokonać i znów sięgam ręka do wspominanej szuflady. Więc jaki jestem ja, jako jakiś tam przykładowy ostrowczanin? Jestem tym dzieckiem wsi i wszystkim co pamiętam, jestem ze swoimi zawiedzionymi marzeniami i wciąż nowymi pomysłami. Niektórzy mnie znają, ja znam niektórych, czasem ktoś coś o mnie usłyszy ale to przecież  nie o to chodzi. Chodzi o to, że tu mieszkam, tu chcę mieszkać i tu próbuję realizować swoje pomysły. Reszta to przypadek. Żebyście więc mogli zrozumieć jaki ja jestem, jako jeden z wielu tu zamieszkujących pokonuję opór rzutem na taśmę i już.

Nad strugą

Stryj Janek do mnie z serca mówi
Rozmawiał wczoraj z Bogiem
Jak brat z bratem
Bez kast
Pod domem na schodach siedzimy
Pod bzem w upalne niebo wpatrzeni
Za idee utracone
Dziecięcymi oczami machorkę zawijam w bibułę
W przyszłość patrzę
Dawny ład wspominam
Kładę się spać z nadzieją
Że czas w obie strony przebędę
Zbudzę się jutro
I zbudzę się wczoraj
Tak dzień za dniem
Noce i dnie
Pradzieje z tym co nieznane zrównam
Dziedzictwo prostego bogobojnego ludu
Z ekscesem praw młodości pogodzę
To my z pióropuszem myśli na głowie
To wy z księżycowym krokiem
I wy z gaciami w kolana obwisłymi
Przyszłość potomków zbudujemy
Dziadów nadzieje w grobie przewrócę
Położę na wznak ich szumne idee
Odrodzą się w buncie pokoleń
Głosy przeszłości te same
Nuda
Nic nowego
Krzyk młodzieńca
Takie samo wzruszenie
W pijackim amoku za szable chwycimy
Z kosami na Moskwę pójdziemy
Wnuki nasze bohaterskie czyny wspomną
Na imieninach
O północy
Pod stołem za to toast wzniosą
Oby nie ostał im się jeno sznur

2 komentarze: