Tekst przygotowany na finał akcji
Rock Afera, zorganizowanej przez Stowarzyszenie Krzywa Kultury i Stowarzyszenie
Kulturotwórcze Nie z Tej Bajki w 2012 r. Oprócz niego wykorzystano moje
niektóre niewiersze i fotografie z wystawy „Śmieci rock’n’rolla”. Dominika z
Krzywej nakręciła ze mną wywiad, w ogóle powstał świetny film z weteranami
kwiatu ostrowieckiej młodzieży lat dziewięćdziesiątych. Niestety ze względu na
niewyjaśnione prawa autorskie do utworu jednej z kapel, film został gdzieś
zagrzebany w czeluściach cyfrowych dysku twardego i znany jest wąskiemu gronu
odbiorców. Oczywiście wszyscy twierdzą, że go widzieli i żywo o nim dyskutują.
Tak się tworzy legendy. Ja pamiętam tylko jedną projekcję w amfiteatrze parku
miejskiego.
... oczywiście w Ostrowcu.
Żeby trochę przybliżyć Wam cele
akcji zamieszczam krótki cytat.
„W latach 90.
jednym z elementów łączących młodych ludzi była muzyka. Liczba młodych
zespołów, które grały w tym czasie na terenie Ostrowca, sięga kilkudziesięciu.
Nasze przedsięwzięcie nawiązuje do koncertów organizowanych w l. 90 XX wieku w
Malwie, Pałacyku, MCK, Cafe, Manhatanie, które scalały młodzież tamtych czasów
i tworzyły przestrzeń do samorealizacji i ekspresji.
Zależy nam, by
„Rock Afera” była swoistym zjazdem osób, którzy tworzyli niezwykle bogate i
barwne środowisko młodzieżowe. Chcemy przypomnieć ten moment w historii naszego miasta, kiedy doszło do
niezwykłej erupcji kreatywności młodzieży w dziedzinie muzyki, a także w
samoorganizowaniu się w różnych subkulturach.
Naszym
zdaniem przypomnienie fenomenu tamtych „muzycznych” lat stanowić będzie nie
tylko niezwykłą podróż w czasie, ale także ugruntowanie i podtrzymanie
tożsamości lokalnej i poczucia łączności z miastem. Dla współczesnych młodych
ludzi to fragment historii, ale jakże ważny dla pełniejszego zrozumienia
miasta, w którym żyją.”
Finał
akcji 21 września 2012 r. objął:
- Wystawę prezentującą archiwalne fotografie z koncertów i z życia ówczesnych subkultur, materiały związane z tematem: plakaty, naszywki, ziny dokumentujące życie muzyczne Ostrowca lat 90. XX w.
- Wystawę multimedialną, na której będzie można przesłuchać kasety magnetofonowe zawierające nagrania ostrowieckich zespołów z tamtych lat.
- Projekcję filmu dokumentalnego zawierającego archiwalne nagrania koncertów i współczesne wywiady z osobami reprezentującymi dane środowiska muzyczne.
- Koncert muzyków tworzących scenę lat 90. oraz jam session.
- Każdy uczestnik otrzymał zina - okolicznościową publikację, w której znalazły się teksty o historii młodzieżowej sceny muzycznej lat 90. XX wieku w Ostrowcu Św. oraz o subkulturach i kulturowym fenomenie tego okresu.
Sam tekst, w lekko okrojonej
formie, ukazał się we wspomnianym zinie okolicznościowym (Rock Afera) pt. „bez
tytułu”. Oto on.
No
to siup. Jak napisać o tamtych czasach? Chciałbym ująć wszystko językiem prostym
jak język Salingera z „Buszującego w zbożu” ale nie czuję się tak odważny.
Cienka jest granica między grafomaństwem, a literackim kunsztem. Z drugiej
strony to głupie żeby pisać o latach dziewięćdziesiątych z perspektywy
wiekowego doświadczenia. No to siup, kolejny łyk, będzie łatwiej pisać w stanie
tak wówczas powszechnym.
Z
uśmiechem stwierdzam, że tak jak każde pokolenie i my byliśmy pokoleniem
wyjątkowym. Było w nas jednak coś innego, dziwnego jak na bądź co bądź bardzo
wyrazisty bunt punk-pokolenia przeciwko zastanej rzeczywistości. Większość z
nas w kółko słuchała z zapartym tchem nagrań z lat osiemdziesiątych
czy siedemdziesiątych. Na tym oparliśmy swe twórcze zapędy, na tym co przy
sprzyjających wiatrach mogło być młodzieńczym wyrazem połowy naszych ojców. Nie
było jednak tak, nasi ojcowie nie byli tak odważni! Polski rock dał wielu
pokoleniom niesamowicie długą młodość, pokoleniową integrację środowiska i
zaangażowanie społeczno-polityczne, które można porównać chyba tylko
z rewolucją dzieci-kwiatów. Mieliśmy masę znajomych w różnych zakątkach
Polski, pisaliśmy bardzo długie listy pełne błędów ortograficznych, prowadziliśmy
wzniosłe, zaangażowane dyskusje, a przy tym umieliśmy się bawić jak nikt inny,
zakrapiając to wszystko...
... absurdalnym humorem.
Sztuka.
Muzyka, która zamiast pracujących rodziców nas wychowała, dała nam uczucie, że każdy z nas jest wielki.
Dzieliliśmy się naszymi artystycznymi zapędami z przyjaciółmi,
podziwialiśmy się na wzajem i każdy z nas był kimś. Punk dał nam wielkie
poczucie wartości każdej jednostki, nie liczyło się skąd pochodzisz, do jakiej
budy uczęszczasz, poznając Twoje wnętrze okazywało się jak wspaniałym jesteś
człowiekiem. Miałem wrażenie, że stopnie, kłopoty w szkole, czy w domu są czymś
pobocznym. Muzyka i przekaz niesiony słowami „piosenek”, które były
ważniejsze od niej samej dały nam o tym zapomnieć. Pisaliśmy wiersze, które nie
chcieliśmy by były wierszami i opowiadania, które były inne niż wszystkie.
Powstała masa kapel, ewenement w tym mieście. EVERSORES,
VEA VICTIS, SUBVERT, HOPE THE LAST, AZOTOX, MOR,
BUNTOWNIK, MIĘSO, BURU-GURU, HOLY-HOAX, 997, SUBVERT, HOPE DIE LAST, IN VINO
WERITAS, THE BILL (nie mylić z zespołem z Pionek), THE TOX, VITA BREVIS,
HEROINA TV, LOBOTOMIA, BURU GURU, SAMOWOLA, TRANSYLWANIA ? czy jakoś podobnie????????,
FRIEDHOF – Ćmielowiacy, w latach ‘80 grali w Jarocinie. Zespół wcześniej
nazywał się PAŁADZ YNVALYDUFF, BOMBOWIEC – grał w nim Prezydent Wilczyński. Nie
pamiętam dokładnie ponieważ słyszałem kupę lat temu (może ktoś kto zna
angielski weźmie i jeszcze poprawi tę nazwę) ale były punkowiec (rocznik 1968)
twierdził, że pierwszym punkowym zespołem na tym terenie był bodzechowski THE
BAMBER BOYS SESSION OF BODZECHÓW BAND. Trochę dziwna nazwa, może Session Of
Bodzechów Band to tylko tytuł sesji nagraniowej?.
To tylko część z nich. Przy tym wszystkim wypijaliśmy niewiarygodne
ilości win o bardzo głupich nazwach i mieliśmy masę innych zainteresowań. Ktoś
tam malował, inny czytał, Bóg, Hare Kryshna, wegetarianizm. Wśród tych
wszystkich inności czuliśmy się jednak mocną wspólnotą. Te wszystkie
zainteresowania zaczęły się za przyczyną jednego impulsu, był nim punk rock. W
oparach wszystkiego co opisałem, na tych odrapanych ławkach, klatkach
schodowych, w parku, na przystankach autobusowych i podczas tułaczki stopem czy
pociągami wykreowaliśmy siebie. To my teraz budujemy przyszłość. Bądźmy dumni z
tego kim jesteśmy.
Kreatywność. Na pewno się nie
nudziliśmy. Nie przypominam sobie żeby ktoś mówił ale nuda. Próby zespołów były
małymi koncertami, angażowaliśmy się w różne akcje. Organizowaliśmy koncerty,
na których występowało czasem tyle kapel, że teraz niektórzy odważyliby się
nazwać to festiwalami. Pałacyk, Malwa, Dworek, chyba wszystkie szkoły średnie.
W Dzień Wagarowicza odbywało się kilka równoległych imprez w różnych
miejscach Ostrowca i jeszcze na dokładkę w starym liceum w Ćmielowie. Koncerty były
nawet w szkole w Szewnie czy Chmielowie. Kapele, które tu wystąpiły znaliśmy z
telewizji czy radia. Dla nas były to prawdziwe gwiazdy, nie mieliśmy
kompleksów. Któraś nam się podobała to tu po prostu zagrała: Kult, Psy Wojny,
Farben Lehre, Strajk, Smar SW, Alians, KSU, Wańka Wstańka, 1984... Oczywiście
świat dorosłych był tu niezbędny, ale na pewno musieliśmy być strasznie
przekonujący, bo jakich argumentów użyć żeby wytłumaczyć pani z domu
kultury, że powinna wystąpić Nauka o Gównie?
Nie wiem ile w
tym prawdy ale żyła w nas legenda, że ponoć w 1984 r. w Ostrowcu miała grać
Siekiera w starym skaldzie (z Budzyńskim na wokalu). Władze w ostatniej
chwili zabroniły im koncertować i cały występ odbył się w stodole u
chłopa w Denkowie. Wszystko możliwe, bo na przykład w latach ’90 T.Love
wystąpił na prywatne zaproszenie w jakimś barze na Sienkiewicza,
publicznością byli przypadkowi ludzie, którzy przyszli na piwo.
Chodziliśmy na
spotkania z „krisznowcami”. Protestowaliśmy przeciwko nieludzkiemu traktowaniu
zwierząt w cyrku. Pewien kolega ćwiczył sztuki walki żeby tępić faszyzm, a inny
wyrażał się podczas happeningów. Pewnie sami moglibyście przytoczyć przeróżne
formy spędzania wolnego czasu. A tak a propos, kto mi przypomni co to była za
akcja z teatrami ulicznymi w Wąskiej Uliczce?
Równość. Tak jak napisałem, wszyscy
ceniliśmy siebie na wzajem. W śród ostrowieckich kapel rodzili się nasi nowi
idole, którzy tak czy siak byli naszymi kumplami, z których się
nabijaliśmy i z którymi popijaliśmy wracające z wielkim triumfem wino patykiem
pisane. Gwiazdy, które tu wystąpiły, to
też ludzie z krwi i kości. Niektórzy nawet nie chcieli dawać autografów
zaznaczając, że nie są w niczym lepsi od nas. Ja najmilej wspominam koncert
Farben Lehre i Strajku w Opatowie, a najmilej to co się działo po koncercie,
rozmowy z Wojtkiem i wygłupy na stole (może kolumnie) z moją dziewczyną.
Dyskusje. No właśnie, nie byliśmy
pokoleniem Metina, ani nie pisaliśmy pod sweet
focią na fejsie wow xD, tylko prowadziliśmy przejmujące rozmowy jak uniknąć
błędów naszych ojców, o wierze, o moralności, o eutanazji, aborcji po gwałcie,
sensie rozwodów, ekologii, pacyfizmie, czy obronie rodziny w chwili grozy, o
lepszej najgorszej prawdzie od najpiękniejszego kłamstwa, o przemocy w
rodzinie, o tym na ile jest nam potrzebny pieniądz i o tym jak daleko
można się posunąć żeby go mieć. To dzięki tym godzinom spędzonym na ławkach,
czy u znajomych jestem tym kim jestem. Za to wam przyjaciele jeszcze raz
dziękuję, bo choć kurwa bywa bardzo ciężko to jestem zadowolony z tego, co nam
wyszło gdy stwarzaliśmy siebie na wzajem.
Autobus. Tu przeżyłem ciekawe chwile. Zawsze
można było kogoś spotkać i popuścić wodzę swojemu abstrakcyjnemu myśleniu.
Najbardziej lubiłem spotkania z Wozem albo Gelem (smutny, dziwny zbieg
okoliczności). Chyba bywaliśmy małym kabaretem. Pasażerowie jednak nie płacili
nam za salwy śmiechu jakie im fundowaliśmy, raczej trzeba było zwiewać przed
kanarami. Najczęściej rozmawialiśmy donośnym głosem o plantacjach buraków
jakie niby mamy wedle trzech bucków. Próbowaliśmy też naśladować dorosłych, tu
często dyżurnym tematem była pogoda. Pewnego razu wsiadł do autobusu Gelu i
zaczął do mnie krzyczeć z drugiego końca, że będzie kapitalistą, kupił żerdzie
i zakłada folie. Miałem do niego pretensje, pewnie ukradł mi pomysł i będzie
miał ogórki na pszennej słomie. On jednak krzyknął, że niiii, coś co się
bardziej opłaca, marihuana! Ten cały ciasny autobus ryczał ze śmiechu. Absurd
rozprzestrzeniał się na środowisko dorosłych. Pewnego razu grupka młodzieży
skupiła się wokół kasownika dywagując co to jest, wśród różnych podejrzeń
padło, że może to jest młockarnia, w tym momencie doczłapał się starszy pan,
schylił się, obejrzał dokładnie urządzenie i stwierdził, że jemu to wygląda na
fotogołębnik.
Często
jeździliśmy do Ćmielowa albo na okoliczne wiochy bo tam było bardzo mocne
rock’n’rollowe towarzystwo. Zamiast Jawą albo ETZetka, którymi jeździli chłopcy
na wiejskie zabawy, ja przemieszczałem się ciężkim motocyklem z wózkiem bocznym,
tak niestandardowo, nie wiadomo czy to oryginalność czy obciach? Dojrzałem Gela
zmierzającego na przystanek. Nie zauważył mnie. Pojechałem inną drogą,
schowałem motocykl i wsiadłem do autobusu na kolejnym przystanku w
popękanym kasku na głowie. Drugi kask miałem w ręce. Gelu zamiast mówić o
burakach czy folii zapytał się mnie o to dlaczego chodzę w kasku. Odparłem, że
wczoraj w Wiadomościach mówili, że na ulicy jest coraz bardziej niebezpiecznie,
boję się więc, że może mi coś spaść na głowę i chodzę w kasku. Spytał czy
wobec tego pożyczę mu drugi i tak jechaliśmy autobusem w kaskach. Po paru
przystankach powiedziałem mu prawdę i że możemy się wrócić i dojechać do celu
motocyklem. Miał do mnie pretensje, że go okłamałem i przeze mnie skasował
bilet. W duchu bardzo się cieszyłem, udało mi się go przechytrzyć!
Ciuchy. To nierozerwalna część sztuki i
kreatywności, wyrażenia własnego ja. Zazwyczaj przerzucaliśmy stery
śmierdzących tekstyliów we wszędobylskich grzebalniach. Każdy z nas wyglądał
inaczej, a jednak po tych ubraniach dało się jasno wyczuć, kto z jakim
środowiskiem jest związany. Najmodniejsze były pasiaki. Często też sami sobie
przygotowywaliśmy wymyślne stroje. Do tego wyszukane, zazwyczaj rozczochrane
fryzury albo irokez, chociaż ja wolałem jak ktoś się bardziej wysilił.
Oczywiście irokeza też miałem ale nie podobało mi się, że byli tacy, którzy
mnie za niego podziwiali, to nie byli dla mnie punkowcy, jakieś pacany!
Spuszczać się na widok irokeza! Szybko więc go ścinałem. Zdecydowałem się
jeszcze ostatni raz gdy byłem już dwudziestolatkiem. Zrobiło mi się nagle jakoś
smutno, że młodzież wymiękła i stawała się coraz bardziej podobna do reszty.
Postanowiłem, że będę ostatnim który nosił irokeza w tym mieście. Później one
odżyły (mogłem ściąć), ale niestety głównie na koncertach. Wracając do ciuchów,
tu taki paradoks albo mała obłuda. Niby ubieraliśmy się byle jak, niby
chcieliśmy pokazać, że nie szata zdobi człowieka ale wkładaliśmy w nasz wygląd
całe serce. Wszystko było dopracowane. Z czasem obserwowaliśmy jak elementy
naszego stylu przenikają do popkultury, a pasiaki można było kupić w markowych
sklepach.
Różnice. W zamkniętych środowiskach
rodzi się nowa jakość. Wychowałem się na wsi. I choć w Brzóstowy (tak
prawidłowo powinno się odmieniać nazwę tej miejscowości) pojawili się ponoć
pierwsi punkowcy już pod koniec lat siedemdziesiątych, to stworzyliśmy (tak
rocznikowo ’76) zamkniętą paczkę, która na samym początku lat
dziewięćdziesiątych ceniła sobie trzeźwe spędzanie czasu. Siedzieliśmy,
wspólnie pisaliśmy wiersze, opowiadania i szczegółowo analizowaliśmy teksty
punkowych kapel. Na swój sposób szukaliśmy własnych dobrych ścieżek życia. W
jakimś momencie zetknęliśmy się ze środowiskiem punk rockowców z Ostrowca,
którzy w pewnym stopniu wydali nam się pustymi degeneratami. Jak już pisałem,
to były czasy, kiedy dużo się rozmawiało, a więc szybko się polubiliśmy
i poznaliśmy masę wartościowych ludzi, którzy wnieśli do naszych rozważań
nową jakość – wino Kordiał.
Albo weźmy
pewien odłam punków z Piasków Brzóstowskich. Goście z ogolonymi łbami, flyersy i koniecznie
naszywka Polska. To była zwarta i mocna grupa. Nie podskoczył im żaden skin, ba
i cały Ćmielów nie zawsze im dał radę!
Brudasy kontra czyściochy. Tu znowu
widać kreatywność w spędzaniu wolnego czasu. Brudasy kontra czyściochy to mecze
piłki nożnej jakie rozgrywaliśmy w parku miejskim. Brudasy to oczywiście punki,
a czyściochy to hardcorowcy, środowisko straight edge.
I tak mógłbym
pisać i pisać ale muszę skończyć bo jest pierwsza w nocy, a rano muszę iść do
pracy, tak jak kiedyś chodzili nasi starzy. Jeszcze tylko napiszę, że bardzo
lubiłem imprezy u mnie, jak już mieszkałem w Ostrowcu. Spotykaliśmy się,
piliśmy, oglądaliśmy filmy dokumentalne, głównie o muzyce i do rana o nich
dyskutowaliśmy. No i jeszcze bardzo lubiłem spotkania w lasku. Ludzie
wyprawiali tam różne dziwne rzeczy a ja im w tym czasie recytowałem
Słowackiego...
P.S.
Pisząc to
musiałem wprowadzić się w nastrój. Piwa reklamował nie będę ale w celu spisania
tych słów słuchałem koncertu Dezertera z Jarocina 84 i Abaddonu z płyty „Wet za
wet” z 86 r. Jeszcze mam parę pomysłów co można byłoby napisać słuchając Ust
Syracha ale to następnym razem.
Jeszcze mi się przypomniały autobusowe dyskusje z Mają.
OdpowiedzUsuńO Kurancie krążyły niesamowite legendy.
Czasem spotykam Krawata. Nie wiem czy mnie poznaje.
Muszę wspomnieć jeszcze o koncercie kultowej kapeli Exploited w 1996 r. w Krakowie. Piszczała co Ty zrobiłaś z biletem? Harry, nie będę przypominał Twojego rozwiązania na głód. Pamiętam jak śmiał się cały dworzec, a później ponad dwie godziny w szczerym polu i sprawdzanie biletów. Kiecu, nie wybaczę Ci moich związanych sznurówek. Nie nudziłem się. Jednym słowem, na koncercie byłem w doborowym towarzystwie. Pióra, dziękuję.
hmmm doskonale pamietam te piekne lata 90...i scene punx rock az łezka w oku sie kreci-te hepeningi na rynku,te koncerty,manifestacje,ta zwartosc i jednosc w działaniu czy te lata powrócą??nie,o juz nie.A bardzo mile je wspominam...i te ogniska na Zajeczej i na Rudce całe ekipy tam przyjezdzały letnia pora:)
OdpowiedzUsuńtak juz nie powróca zchadzki za halą handlową,w caffe browar czy na 6:)nie powrócą ławeczki na Słonku i na Rosochach...koncerty na wyjadach a szkoda oj działo sie nie powrócą Ci ludzie ale pozostana wspomnienia...Czesto marze o pokoju bo pokój to anarchia ,anarchia to nie chaos nie krwawa rewolucja...Prawdziwa anarchia to pokój w sercach ludzi....i im chyle czoła i ich bede wspominac na starosc jako wspomnienie młodosci cudownej i doskonałej:)
OdpowiedzUsuń