piątek, 21 czerwca 2013

Syrena i Żołądkowa



Uparłem się całkiem niedawno żeby w konkursie pewnej wódki wygrać zajebisty samochód. Więc przygotowałem tekst (maksimum 2000 znaków bez spacji). Samochodu nie wygrałem, a tylko dostałem wyróżnienie w postaci kultowego pieska z kiwającą głowa. Pomyślałem sobie, że może napisałem kiepsko ale tłumaczę sobie to, że jak tu słowem pisanym było konkurować z grafika, dźwiękiem, filmem?

Szkoda, że nie wygrałem głównej nagrody, czyli repliki Syreny Sport ale piesek z kiwającą głową też jest dobry. Nie trzeba go wyprowadzać na spacery, bo przecież wiadomo, że (żywego) psa ostatecznie i tak będzie wyprowadzał facet.  

Praca konkursowa musiała być na temat:
Dwie historie, jedna pasja. Co łączy legendarne marki: Żołądkową i Syrenę Sport?

Jako, że wysyłałem ją kilkanaście minut przed zakończeniem konkursu, to się nieźle napociłem fizycznie i intelektualnie. Nagradzam sobie więc ten wysiłek opublikowaniem mojej pracy konkursowej na tym blogu. Oto sama ona:

Miłość. Nostalgia. Pierwsza historia i druga. Jedność. Są lata pięćdziesiąte. Nie ma mnie na świecie i nie ma mojej ukochanej. Są za to plany naszych przodków, ich nieodkryte jeszcze losy, nadzieje. Jest już modna peruka babci, założy ją kiedy dziadek skończy ciężką pracę. To wszystko jest tajemnicze; kołnierz przy sukience, ślubny garnitur, fryzury wchodzące w lata sześćdziesiąte. Na ścianie wisiało radio zwane bojcorzem. Latami będę przechowywał krawaty pamiętające te czasy. Wszyscy byli jeszcze młodzi. Przychodziły na świat dzieci, z których zrodzimy się my. Wszystko było świeże, nowa była Żołądkowa i jak cudowne dziecko owiane tajemnicą rodziła się Syrena Sport.
Chwile nazwane siermiężnymi czasami PRL-u, z drugiej strony wspominane z niebywałym sentymentem, nie wiedzieć czemu, wprowadzają w świat rzeczy namacalnych marki będące naszą dumą, dumą która rozsławiła nas na świat. Nie śmiej się młody i nie krytykuj! Wyobraź sobie picie inne niż znasz. W pocie czoła robotnika, w zakasanych rękawach koszuli rolnika, tętni krew. Spożywają podobiadek, każdego z nich zagrzewa nowy trunek. Podejmą za chwilę swój trud, powtarzalny wysiłek. Wyobraź sobie, że rozmawiają, mają rozterki i swoje radości, gorzki smak życia osładzają salwami śmiechu. Nie krytykuję i nie oceniam, dla mnie to folklor, tak jak śpiewy wśród łanów zbóż, jak rubaszne żarty odpoczynku pośród postawionych snopów.
            To były czasy czarno-białe, wiemy o tym z fotografii. Nasi czarnobiali ojcowie razem z czarnobiałymi dziadkami rozmawiali o zasłyszanej, tajemniczej historii. Ponoć ma być produkowany nowy samochód, nowa Syrena, inna niż wszystkie, czarnobiała jak nasze wyobrażenie o tamtych czasach. Jedząc kolację po dniu znoju, tak normalnie, rodzinnie, na zdrowie, na dobre trawienie, chwytają stojący na czarnobiałej ceracie swój czarnobiały kieliszek i wlewają w niego złocisty trunek. Monochromatyczna Syrena w ich wyobraźni nabiera koloru, jak dudniąca swą czerwienią krew. Jutro wstaną, zaczną dzień od nowa, ze swoich rozmów zbudują legendy, które przetrwają do dziś. Dzięki nim staniemy się elementem historii, nie dwóch, a jednej wspólnej opowieści. Z rozmarzonym wzrokiem wzniesiemy płyn do ust. Ach, co byśmy zrobili mając taki samochód. Oj spotkać go choć na ulicy... Z naszych rozmów powstaną wielobarwne legendy i przetrwają do kolejnych dziś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz