sobota, 29 czerwca 2013

Pierwszego listopada


Z garbami przeszłości, czy z życia bagażem zabrała męża i dzieci na groby swych przodków. Spojrzała na płytę. Teraz omiotła ją już tylko wzrokiem i patrzyła się nieruchomo. Witaj dziadku, witaj babciu. Przedstawiam wam męża i dzieci. Zobacz ile to już lat. Znacie ich? To dobrze. Zobacz jak one pięknie rosną, a wiesz co w szkole...?

Jesteśmy Rodziną. Chodź kochany do mnie, przytulcie się dzieci moje, nasza modlitwa jest jednością.

W imię ojca, i syna i ducha świętego...
Ojcze nasz, który jesteś w niebie,
święte jest imię Twoje,
niech królestwo Twoje będzie między nami,
niech się dzieje na ziemi wszystko wedle woli Twojej, na wzór tego co w niebie.
Prosimy by Ojciec zapewnił nam chleb dnia każdego,
i wybacz nam nasze winy miarką jaką my wybaczamy innym,
i pomóż nam byśmy nie ulegali pokusie,
chroń nas przed tym co złe,
albowiem Twoje jest Królestwo, i moc, i chwała na wieki wieków.
ןמא – mówię „na pewno!”
Bóg, Król Prawdziwy!

         Sto lat temu w siarczysty mróz baby w chustach śledziły jak życie przeminęło. Śpiewały nikomu już nieznajomej:

   Popatrz, jak prędko mija czas.
   Życie twe też przeminie wraz,
   Życie, to jedno, które Bóg ci dał.
   Wszystko przemija tak jak sen.
   Troski, kłopoty skończą się,
   Powiedz, szczęśliwym będziesz ty?
 
      Powiedz, czy ty Jezusa znasz?
      Pomyśl, On szczęście wieczne ma!
      Pomyśl, jak spędzasz życia czas.
      Pomyśl, gdy życia skończysz bieg,
      Przejdziesz na tamten drugi brzeg,
      Powiedz, szczęśliwym będziesz tam?
 
   Może jest smutna dusza twa,
   Może pokoju jest w nim brak,
   Może tęsknota dręczy cię?
   Jezus twój każdy widzi krok,
   Jezus rozjaśni duszy mrok,
   Jezus ukoi serca ból.
 
      Przyjdź do Jezusa cudnych ran,
      Powiedz Mu co cię gnębi wciąż,
      On ci swe szczęście, radość da.
      Przyjdź do Jezusa cudnych ran,
      Powiedz Mu całą winę swą,
      On ci swój spokój, szczęście da.

         Z ust wydobywała się para, na dworze półmrok, chłopi kilofami wyrwali twardą ziemię, pod starymi chodakami trzeszczał śnieg. W tej chwili zawiał ten sam wiatr co sto lat temu. Przytulili się wszyscy a z oka popłynęła łza. Babciu, dziadku, będę tu przychodziła stara i pomarszczona. Podeprę się laską, a schorowane ramię mojego męża pomoże mi stać. Powiem wówczas – Spójrz babciu na dzieci moje, spójrz na wnuki moje, znasz ich, prawda? Cały czas byłaś przy nas. Przeszliśmy przez życie w trudzie. Szczęśliwi jesteśmy jednak dzięki temu bo twardo stąpaliśmy po ziemi. Przeżyliśmy choroby dzieci, przeżyliśmy ich płacz, ból brzucha, radość i śmiech. Wiesz, mama z ojcem leżą tu niedaleko, wsiądziemy tylko w samochód, ładna droga i zaraz ich odwiedzimy... Tamtym? Tamtym się nie przejmuj, już Ci mówiłam, jest wszystko w porządku. Nie, czuję się dobrze jak na swój wiek. Co? Nie widzisz włosów, aha są przykryte. Nie, nie maluję ich od lat. Trzeba umieć przyjąć z godnością to co niesie los, trzeba umieć się zestarzeć. Bóg dał mi męża, dzieci, wnuki, dom i świadomość, że to było moje życie! Dał mi też schorowane nogi, powykrzywiane palce, bruzdy na twarzy i plamy na skórze. Przyjęłam tamto, dlaczego miałabym nie przyjąć reszty?

         Póki co promyk słońca padł na jej piękną twarz. Zabrała męża, dzieci, resztkę śmieci i poszła odwiedzić rodzinę. Zjedli zupę, za którą nie przepada i rozmawiali o tej, o tym, o tym i o tamtej. Usłyszała, że dzieci są piękne, trochę trosk i wesołych opowieści.

         Później pojechali do domu. Trochę się powygłupiali, pogapili w telewizor i poszli spać. Czekali na swoją starość.

„Na krótki czas - na krótki!
Ach, żegnaj nas - żegnaj nam!
Bo i nas wkrótce - Bóg powoła tam!”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz