09.09.1975
To kolejny dzień drogi do ziemi
obiecanej. Drogi, której początku nie pamiętam. Jak wygląda świat moich
przodków, chcąc się dowiedzieć, wprost doczekać się nie mogę. Stanie się to już
jutro. Z trudem niecierpliwości zasnę i uwierzyć nie mogę jak przetrzymałem lata samotności na tej kosmicznej łajbie.
Bardzo chcę wyjść po za burty mego statku. Kilku stojących opodal osobników
normalnie oddycha, ich twarze są nagie (och to nie ten wątek).
Patrzę na skupionych, czyżby wiedzieli,
że przybędę, czekają na mnie, dlaczego ich tak mało?
Natomiast w Admonicjałowie jak zwykle
przed samym świtem budziło się życie. Przed oknami zamiatano chodniki, ludzie
stali z parasolami koło słupa ze złamaną tabliczką symbolizującą przystanek
autobusowy. Wtem wietrzyk pewnej myśli przebiegł przez czyjąś głowę. Tą głową
była głowa..., głowa głupca. Wiedział on jedno, a tym jednym było wszystko. Wszystko
to krążyło wokół życia. Życia jednego człowieka, który gdzieś tkwi w milionach
innych głów. Żyją one na całym świecie ale coś ich łączy. Tym czymś jest myśl
zgodna i niezgodna. Muszą oni tak trwać, nie zawsze zgadzając się na to co ich
otacza. Ich marzenia mogłyby się ziścić, lecz wtedy inni by się na nie nie
zgadzali, a przecież dobro jest jedno i prawda jest jedna. Można jednak
nakręcić machinę historii byśmy to my
jutro mogli być kulami.
Przerażenie. Obraz świata, czy schiz? Ktoś
pomyślał, że pojął Boga, inny się powiesi. Boję się, zimny pot. Gdy to widzisz
czujesz ogromne przerażenie. To jest ogromna kula, cieniutka. Jest brązowa.
Jest jedną komórką dzielącą się na nieskończoną ilość następnych, ale widzę
całość, bo to jest jedność.
I właśnie to najbardziej przeraża, że jest niepojęte. Można to
również odebrać za największe bluźnierstwo przeciwko Bogu, a może On nie ma nic
przeciw. Znajomość Pisma nasuwa jednak wersję pesymistyczną, a może tak jak
myśl pierwotna to odchył lub przemęczenie i ogromny strach. W każdym bądź razie
ktoś inny Ci bliski ma bańki jednocześnie unoszące się i będące bardzo ciężkie i to przeraża.
Już wiem do kogo jesteś podobny. Jesteś podobny do tego
człowieka, który pozował do obrazu nago. Jest teraz moda na oryginalność, nie
liczyć się i być naj. Chcecie być zaworkiem w
zapalniczce. Mówię kurwa, po raz drugi kurwa i kurwa po raz trzeci, dlaczego
nikt nie zwróci mi uwagi? Patelka, patelka, kuchenka, kuchenka, szafa. Żółta
ściana, stolik. Kuchenka, widelec, patelka. Patelka, patelka, stolik. Patelka,
garnczki, kuchenka, krążące wokół orbity nieznanej planety. Cywilizacja, to
zniszczy świat. Ja te wszystkie nazwy zapamiętać muszę dla wszystkich pokoleń.
Nicość i śmiech na kilku kartkach. Patelka, patelka ratuj, godziny, godziny,
przerażenie. Nie dzwońcie po lekarza, nie otwieraj drzwi. Godziny, godziny,
patelka, kuchenka, godziny lęku. Okno, świeże powietrze, przychodzi ulga, zapamiętać
wszystko by sobie przypomnieć: kuchenka, kuchenka, budzik, kurwa. Stop. Kurwa,
jak to przerwać. Leci coś w magnetofonie, za oknem noc, uspokoić się,
paranoja stop, och ściana, znów, czerwone spodnie, śmieszny Exploited, śmiej się,
czy moglibyście wyjść, będziesz spał ze mną, czy moglibyście wyjść,
przeniesiemy to na inny raz, trujecie mnie dymem, nie gniewajcie się, no to
spoko, spierdalać Gnoje, dzięki że zostałe...ś, kładziemy się, piżama, hm, uśmiech,
przyjdą po mnie lekarze, bardzo się boję, nie wyjdę z pokoju, bo bardzo się boję.
Czy mógłbyś zostać i modlić się ze mną bo ja zaraz umrę i jestem bardzo
przerażony. Jedno mogę ci obiecać, jeżeli zostaniesz będziesz zbawiony, ale jeżeli
się zgodzisz to, gdy umrę, będziesz tu musiał zostać i leżeć w smrodzie rozkładającego
się ciała. Zamurują nam okno. Leżeć będziesz musiał i proszę byś się modlił za
mnie. Czy gotów jesteś zostawić matkę, ojca, siostrę, dziewczynę, by umrzeć,
umrzeć bo ja się bardzo boję. Umrzesz i zostaniesz zapomniany. Tak, zostanę i
umrę z tobą. Idą psychiatrzy korytarzem, idzie tez mamusia, mamo, głos taty:
,,gdzie on jest.” W ostatnim pokoju. (Czarny
sernik i sen pt.. ,,zabierz mnie stąd".) Psychiatrzy, wywarzyć drzwi,
jeszcze go uratujemy. Babcia, nie, nie pozwolimy. Płaczą. Prosił by umrzeć w
spokoju. Dlaczego? Nie umiał spojrzeć. Bardzo się wstydzi. Miałeś się modlić,
nie śpij! Jego rodzice. Dlaczego został, co on głupi. On go o to poprosił.
Znowu płacz wszystkich. Ja umrę, potem on, dopiero wejdziecie. Nie chcę grobu.
Moje prochy rozrzucicie nad śmietniskiem – to na znak pokuty. Chciałbym żeby po
świecie, ale to jest drogie. Ten budynek zrównajcie z ziemią, a następnie
na tym skalanym miejscu wznieście taki sam. Tu umarła kobieta. Dlaczego się za
mnie nie modlisz? A ten pokój niech zostanie zamurowany. To na znak pamięci,
kogo? Tego nikt nie będzie pamiętał. Uch, uch patelka. Zaczyna majaczyć,
umiera, zróbcie coś, tego sobie życzył. Ten człowiek obok się poświęcił za
kogoś, kogo nawet nie zdążył poznać, uleci w nicość, bo kochał ludzi. To
jest wzór dla was. Jejku jak się boje. Czy pójdę do piekła, ledwo mówię, będę w
pie
Nade mną, jak zorza
wyjęta z ,,Langolierow", rozkłada się nie na czynniki pierwsze, ogarniając
to, co ogarnąć można, czyli w jego przypadku wszystko, wtedy jeszcze nie wiem
co, a tym bardziej kto. Pośród kłębów światła, o ile można o takowych mówić,
wydobył się głos o brzmieniu jakiego w takich przypadkach życzyłbym sobie.
Oczywiście życzył nie dla siebie, lecz dla tego, a wtedy juz Tego głosu.
Powolutku zacząłem być człowiekiem bardzo szczęśliwym. Złożyło się na to, to iż
dane mi jest zobaczyć tunel ze światełkiem, o którym tak często słuchałem.
Powodoradośnikiem drugim jest fakt, że skoro to prawda to istnieje życie
pozagrobowe. Skoro (nadmierne powtarzanie wyrazu) ja to widzę to zapewne zostanę
zbawiony. GŁOS powiedział: „za Twoje modlitwy wyszeptane głosem dziecka zostaniesz
zbawiony, zostaniesz świętym. Mało tego, za przeżyte życie w grzechu, ale i
ogromnym cierpieniu czeka Cię straszliwa nagroda, teraz Ty zostaniesz Bogiem”.
Wśród skromności
wstydu, moje wzruszenie narasta z każdym usłyszanym słowem, teraz sięgnęło
matematycznego piku. Łkając ze szczęścia biorę na siebie odpowiedzialność za
wszystkie modlitwy. Po dalszej rozmowie ze Stwórcą proszę o chwilę zadumy, nim
pozwolę się wciągnąć przez wir spełnionych próśb kierowanych kiedyś do Niego.
Będę ostatnim człowiekiem, który umrze, ostatnim skazanym na wieczne
cierpienie, to wszystko w zamian za odkupienie każdego, komu było dane się
narodzić. W tej chwili dostaję ostatnią możliwość wyboru by móc się wycofać. Po
krótkiej, dla mnie wielogodzinnej przerwie wahań, z małą nadzieją, że za samą
chęć i odwagę zostanie mi to darowane, postanawiam zostać ostatnim co tak w
gwiazdy patrzył. Nie każdy miał szczęście, aby jego modlitwy Pan uznał za warte
spełnienia, ja dostąpiłem tego zaszczytu. JA to brzmi dumnie.
Na sam początek przejdę
przez śmierć wszystkich ludzi, gdy więc przeżywałeś kiedyś ból odejścia osoby
ci bliskiej, zaraz cię uspokoję, to ja tam byłem. Teraz wszyscy za drzwiami
tego pokoju słuchają o tym. Jak zwykle słyszę płacz babci, gardziła mną a
okazuje się, że ma Zbawiciela w rodzie. Tym większy jest jej płacz. Niczym
diabeł cieszę się z tego. Przez głowę przebiega mi myśl, co z tego, co się
tutaj dzieje jest prawdą a co tylko śmierci majakiem. Wszyscy jednak o mnie
zapomną gdyż pamięć o moim czynie byłoby nagrodą, ja zaś nie nagrody mam
oczekiwać, lecz pokuty. Płacz babci staje się przeraźliwą modlitwą o litość dla
nas obojga i przebaczenie. Mój los po tym wszystkim nie jest mi znany. Jako, iż
jestem dyletantem w sprawach zbawiania ludzkości (przyznam się, że robię to
pierwszy raz), pojawiają się w mojej głowie dylematy jaką karę sobie wyznaczyć,
by była odpowiednią kwotą umożliwiającą przeprowadzenie transakcji:
cierpienie za odkupienie rodzaju. Będziesz miał wolną rękę w wymierzaniu sobie
pokuty – powiedział PAN – musisz jednak uważać na swoje decyzje by nie okazać
się Rzadkim Mięczakiem – co wszystko zniweczy.
Przewodnicy kuluarów
zbawienia wyjaśniają milionom zgromadzonym w korytarzu; na czym polega moje przymierze z Panem. Niczym do miejsc kultu
zmierzają do tej dziury ludzie z całego świata, są również amerykanie.
Moja wieczność jest
dla tych hien zbawienia chwilą, więc czekają. Czekają z radością odliczając każde
cierpienie przeszywające moje śmierci. Może ich zbulwersować tylko jedno, to iż
dodałem sobie cierpienie, które zostawiam sobie w tajemnicy, opóźniające
nieznacznie, aczkolwiek jednak moment nastania oczekiwanego przez pokolenia
raju wiecznego. Wszystko zamerykanizowane przez stosowanie jednego rodzaju mikroprocesorów ludzkich głów, jedynie zwierzęta na swój zmutagenizowany sposób
pozostają mądre sobą. Wszystkie pozostałe stworzenia, prócz roślin i grzybów,
niczym bezmyślne roślinki wymachują chorągiewkami, sypiącymi konfetti na stosy,
strzelającymi petardami, głów bezmyślnie pogrążonych w amoku ekstazy zbawczego
pociągu, ciągnionego przestarzałym parowozem myśli z kołami Ø 2000. Orgazm szału odliczania osiąga kolejny pik – zenit upadku zbawienia, to
już tuż, tuż. Więc BBC, DISCOWERY, POLSAT, TVN, RTL, CANAL+, a przede wszystkim
MTV z calą resztą spuszczają się, na nieliczne komórki mózgowe zgromadzonych na
korytarzu miliardów, tym osobliwym reality show. Dodam na marginesie; dającym
już tylko zarobić nie wiadomo po co? Więc znowu salwy sztucznych ogni – jak
sama nazwa wskazuje trochę zimnych, takiż samych petard, więc znowu kuglarze, błaźni,
pajace, klown’y, popcorn, bravo gerl, płacz radości, michael jackson, czy jak
się go tam pisze, od nowa cytuję: „majkel dżekson, małpka w klatce, myszka
miki, kaczor donald, sprzedajne szuje, koka kola, kto jest ich panem?",
piszę dalej: radość wzrasta wraz z przybliżeniem śmierci Ostatniego Człowieka, wszystko na sprzedaż, proszę
państwa, ledis end dżentelmens, panie i panowie itd. tp., napięcie rośnie, na
palcach również, już za chwilę, czy jeszcze może się zdarzyć coś co odbierze nam
to szczęście, to nie półmetek, to finisz (spiker mówi coraz szybciej) już za chwilę
nastąpi to na co czekali nasi praojcowie, już za chwilę umrze ten, o którym dziki Bogu zapomnimy, by nie pamiętać, proszę państwa, cóż za emocje,
nie pamiętać oczywiście o tak bolesnej dla nas tragedii tego Galla, to niesamowite,
szkoda, że was tu nie ma, przepiękne, przewspaniale cudowny koncert petard wbijających
się w niebo gwiazd, proszę państwa, proszę państwa, wszyscy krzyczą z radości,
bo to nie Hamingwey'owy bije dzwon, bije on, nie! Oto już odliczanie dobiega
końca, piiiiiiisssssk raaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaadościiiii, osiem, siedem, sześć,
pięć, cztery, trzy, dwa,
jeden, ze
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz