Tej nocy leżały jak
zwykle, czyli w tym zatraceniu bez żadnej, przyświecającej myśli uporządkowania
istniejącego stanu. W bezwstydzie, którego mieć nie mogły, jedna na drugiej,
inne obok. Nikt by się tu nie odważył dopatrywania góry, dołu, początku i końca
ich bezwładnej masy. Na znak swych przeżyć, głębokiej przeszłości
– o ludziach powiedzieć by można, że swoje przeżyli – chyba płakały w
zapomnieniu, bez winy, bez potrzebnej myśli uświadomienia sobie ich drogi do
teraźniejszego wówczas stanu, czekały na wyrwanie i wstrząs nowej sytuacji.
Grunt to pozytywne myślenie, choć traci tutaj sens powiedzenie, że „nie ma tego
złego co by na dobre nie wyszło.”
Wyrwane przez wielką
miłość i wierną kochankę wszechczasów, wędrują z jej wybrankiem do tego, co nie
jest im znane. Owszem miłość, ale na wskroś przerośnięta bólu płaczem. Jak można
odejść tak na zawsze? To był Ten, na którego kiedyś czekały, by przyszedł z „powszednim.”
Ona, Ta od wyrwania w nowe, nie musiała już czekać na ten chleb codzienności – sama mogła go sobie
kupić. Ile dałaby jednak, żeby musiała czekać, aby ponownie przyszedł Przewodnik
dziecięcej duszyczki. Niestety, choćby znowu nic nie zarabiała, czekanie byłoby
daremne. Więc wróciła doń po długich miesiącach zapomnienia i oddała je. On wziął je bez
wstydu, by wykorzystać resztki. Do cna!
Wędrowały więc teraz z
nim, przytulone w swej naturalnej nagości, po oblodzonych drogach, lecz dla
nich prócz wstrząsów, niedostrzegalnych. Ściskał je nie raz; i każdą z
osobna, by poczuć i powąchać. Nie było w tym jednak seksizmu, nawet joty
seksualności, po prostu szacunek.
Nie wiadomo było,
kiedy staną się przydatne. W każdej chwili wziąć je mógł swymi przemarzniętymi
łapskami i wkładać..., po kolei.
Przyszła w końcu kolej
na wykorzystanie pierwszych z nich. On jednak z przejęciem i szacunkiem, lecz nie pytając nikogo o zdanie, począł wsuwać tam
gdzie to robić należało; do tego były stworzone.
Każda, którą uznał, że
się do tego nadaje, wysłuchiwała szeptu miłości do tej, która je odstąpiła.
Wiedział, że je na pewno zatrzyma, gdyż były świadkami. Szept, jak szum wiatru,
przenikał dziesiątki kilometrów. Niesiony na fali niepojętej wynalazczości człowieka
wnikał w jej uszy, podążając niezliczoną przenikliwością impulsów, by zawładnąć
jej świadomością. To było spontaniczne, nic tu nie było wyrafinowane w celu wpływania
na czyjekolwiek uczucia. Mówił ot tak, bo wiedział, że każda z nich jej o tym
opowie.
Uznał, że trzeba już
skończyć, aby iść dalej, zabierając je potulne ze sobą.
- Czy mógłby mi Pan
odstąpić zużyte?
Takie to były czasy, w
których każdy w natłoku ludzi, zdarzeń, przedmiotów, brał bezrozumnie to, co mu
się umyśliło i się tego pozbywał, gdy jego zdaniem stawało się bezużyteczne.
Jednak, wyrwany nagle ze swego snu, nie wiedzieć czemu, szybko ocenił nieznajomego,
czy jest tego wart by je dotykać, może wymieniać?
- Nie wiem, które są zużyte.
- Możemy sprawdzić.
Chwila wahania w tej
niecodziennej sytuacji.
- Panu już nie są
potrzebne, dla mnie jednak są życiową pasją.
- No dobra.
Próbowali wiec każdą z osobna z tego pokaźnego inwentarza.
Zawładnęła nim niepewność, czy może się ot tak rozporządzać jej niewolnicami?
- Dziękuję, to moje
hobby, a pan przynajmniej pozbył się tego śmiecia.
Poczuł wściekłość, a do oczu napłynęły mu słone, niczym rabczańskie
źródła, łzy. Mówiłeś, że wypełniają Ci życie:
- Ty chamie, te karty telefoniczne były świadkiem umierania
bliskiego komuś człowieka!!!...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz