09.09.1975
To kolejny dzień drogi
mojej do ziemi „obiecanej.” Drogi, której początku nie pamiętam. Jak będzie
wyglądała Ziemia, dom moich przodków? Dlaczego ją opuścili? Czy naprawdę ludzie
zaczęli...............(nieczytelnie). Jak wygląda świat moich przodków, wprost
doczekać się nie mogę. Już jutro dzień mego lądowania. Książki opowiadają o
wielkiej planecie, zielonej od lasów, zdobionej jeziorami i przejrzystymi
wodami rzek. Dlaczego opuścili to wszystko by żyć w takim trudzie, gdzie się
urodziłem? Już doczekać się nie mogę chwili gdy dowiem się wreszcie co znaczą
tajemnicze dla każdego słowa z okładek książek sprzed tysięcy lat: zazdrość,
nienawiść, wojna czy fałsz. Chciwość. To takie odlegle i tajemnicze, a jutro
zobaczę braci, których zobaczyć otrzymałem zaszczyt. Z trudem niecierpliwości
zasnę i aż uwierzyć nie mogę jak przetrzymałem lata samotności na tej
kosmicznej łajbie.
Gdy się obudzę będzie
już po lądowaniu, mój komputer mnie doprowadzi.
10.09.1994
Obudziłem się, wielka radość,
nawet pisać nie będę, dokończę później.
*
* *
Lecę w czymś co się
toczy po ziemi. Wrzucili mnie do tego ludzie. Ludzie tak samo poubierani, a ta
jedna zapisana kartka mojego pamiętnika to jedyne czego mi nie zabrali.
Ale zacznę wszystko od
początku.
Bardzo chciałem wyjść
wreszcie po za burty mego statku, gdy otworzyłem właz zaczął mnie krztusić
piekący gaz, tym bardziej zdziwienie mnie ogarnęło gdy zauważyłem, że kilku
osobników stojących opodal normalnie oddycha – bez użycia masek.
Ich twarze były nagie. Widocznie w ziemi coś jest nie tak, skoro tutaj tyle
dymu, może to wulkan wybuchł. Spojrzałem na skupionych, czyżby wiedzieli, że przyjadę,
dlaczego ich tak mało? Jeden z nich począł się zbliżać. Z ich rozmowy
wywnioskowałem, iż język jest trochę inny niż zaproponowana przez symulator
zmian wersja. Ze łzami w oczach rzuciłem się mu na szyję, krzycząc:
- Nie trzeba było się
fatygować, dziękuję wam, że przyszliście mnie powitać, bez względu na moich
niewdzięcznych przodków.
On mnie odepchnął
wrzeszcząc niezrozumiale – Pierdol się dupo. Całe szczęście, że szybko zrozumiałem,
że to takie nowe powitanie więc również go odepchnąłem z krzykiem – Pierdol się
dupo. On odszedł (dlaczego?). Tamci zapytali:
- Co jest grane?
- Nie będę go bił, to jakiś
pieprzony świrus – odpowiedział pierwszy Brat.
Odeszli. Dlaczego nie
chcieli się dowiedzieć co u nas? Po chwili przyjechali dziwnie ubrani ludzie z
jakimiś gumowymi pałkami w dłoniach, wrzucili mnie tutaj bez chwili wyjaśnienia,
dlaczego? Ktoś wcho
Wstrzyknął mi coś w żyłę,
czuję się senny, za ścianą rozmowa z dziwnych słów:
- Zabiją go?
- Może pranie mózgu?
- U nas go po takim czymś
nie zostawią bo może by kapował.
Muszę kończyć, bardzo
chce mi się spać. Ale śmieszne nie?
11.05.1996
Po 30 latach
przebywania w zakładzie psychiatrycznym ujrzałem światło dzienne. Wracam do
domu po rodzicach. Oprócz ubrań i tego notesu nie mam przy sobie nic.
Powiedzieli, że jestem już wyleczony, cieszę się, że nie będę już miał uronin, ...urojeń.
W drzwiach pewna kobieta wcisnęła mi ten notes szepcząc – Zachowałam przez ten
czas ostatni z twych pamiętników, nie mów o tym nikomu. Gdy to przeczytałem myślę jak bardzo chory być musiałem. No cóż,
spełnię jej prośbę i będę w nim pisał, tym bardziej, że drugiego na razie nie mam.
W Admonicjałowie jak zwykle
przed samym świtem budziło się życie. Przed oknami sprzątano chodniki. Ludzie
stali z parasolami kolo słupa ze złamaną tabliczką symbolizującą przystanek
autobusowy.
Wtem wietrzyk pewnej
myśli przeleciał przez czyjąś głowę. Tą głową była głowa..., głowa głupca.
Wiedział on jedno, a tym jednym było wszystko. Wszystko to krążyło wokół życia.
Życia jednego człowieka, który gdzieś tkwi w milionach innych głów. Żyją oni na całym świecie, ale coś ich łączy. Tym czymś
jest myśl zgodna i niezgodna. Muszą oni tak trwać, nie zawsze zgadzając się na
to wszystko co ich otacza. Ich marzenia mogłyby się ziścić, lecz wtedy inni by
się na nie nie zgadzali, a przecież dobro jest jedno i prawda jest jedna. Niezależnie
od czasu istnienia i jaki przykład zostanie dany, jakiś wniosek możemy wyciągnąć.
Możemy się z tym zgodzić lub nie, a jak się mój bohaterze zastanowisz,
zobaczysz, że wszystko co tu piszę to jedna całość. Jest więc sposób aby to
wszystko zmienić. Można jednak nakręcać machinę historii byśmy to my jutro
mogli być kulami.
Przerażenie. Obraz świata
czy schiz? Ktoś pomyślał, że pojął Boga, inny się powiesi. Boję się, zimny pot.
Gdy to widzisz czujesz ogromne przerażenie. To jest ogromna kula, cieniutka. Jest brązowa. Jest jedną komórką dzielącą się
na nieskończoną ilość następnych, ale widzę całość, bo to jest jedność. I właśnie
to najbardziej przeraża, że jest niepojęte. Można to również odebrać za największe
bluźnierstwo przeciwko Bogu, a może On nie ma nic przeciw. Znajomość Pisma
nasuwa jednak wersję pesymistyczną. Jest więc niezgodna z wiarą a może tak jak myśl pierwotna to odchył lub przemęczenie i ogromny strach.
W każdym bądź razie ktoś inny Ci bliski ma bańki jednocześnie unoszące się i
będące bardzo ciężkie i to przeraża. Już wiem do kogo jesteś podobny. Jesteś
podobny do tego człowieka, który pozował do obrazu nago. Jest teraz moda na
oryginalność, nie liczyć się i być naj. Chcecie być zaworkiem w zapalniczce. Mówię kurwa, po raz drugi kurwa i po raz trzeci kurwa, dlaczego
nikt nie zwróci mi uwagi? Patelka, patelka, kuchenka, kuchenka, szafa. Żółta ściana,
stolik. Kuchenka, widelec, patelka. Patelka, patelka, stolik. Patelka, garnczki,
kuchenka, krążące wokół orbity nieznanej planety. Cywilizacja, to zniszczy świat.
Ja te wszystkie nazwy zapamiętać muszę dla przyszłych pokoleń. Nicość i śmiech
na kilku kartkach. Patelka, patelka ratuj, godziny, godziny, przerażenie. Nie
dzwońcie po lekarza, nie otwieraj drzwi. Godziny, godziny, patelka, kuchenka,
godziny lęku. Okno, świeże powietrze, przychodzi ulga, zapamiętać wszystko by
sobie przypomnieć: kuchenka, kuchenka, budzik kurwa. Stop. Kurwa, jak to
przerwać. Leci coś w magnetofonie, za oknem noc, uspokoić się, paranoja stop,
och ściana znów, czerwone spodnie, śmieszny exploited, śmiej się, czy moglibyście
wyjść, będziesz spał ze mną, czy moglibyście wyjść, przeniesiemy to na inny
raz, trujecie mnie dymem, nie gniewajcie się, no to spoko, spierdalać Gnoje,
dzięki że zostałe...ś, kładziemy się, piżama hm, uśmiech, przyjdą po mnie
lekarze, bardzo się boję, nie wyjdę z pokoju, bo bardzo się boję. Czy mógłbyś zostać i modlić się ze mną bo ja zaraz
umrę i jestem bardzo przerażony. Jedno mogę ci obiecać, jeżeli zostaniesz będziesz
zbawiony, ale jeżeli się zgodzisz to, gdy umrę, będziesz tu musiał zostać i leżeć
w smrodzie rozkładającego się ciała. Zamurują nam okno. Leżeć będziesz musiał i
proszę byś się modlił za mnie. Czy gotów jesteś zostawić matkę, ojca, siostrę,
dziewczynę, by umrzeć, umrzeć bo ja się bardzo boję. Umrzesz i zostaniesz
zapomniany. Tak, zostanę i umrę z tobą. Idą psychiatrzy, idzie też mamusia,
mamo, glos taty: „gdzie on jest.” W ostatnim pokoju. (Czarny sernik i sen pt.:
,,zabierz mnie stąd”.) Psychiatrzy, wywarzyć drzwi, jeszcze go uratujemy.
Babcia, nie, nie pozwolimy. Płaczą. Prosił by umrzeć w spokoju. Dlaczego? Nie umiał spojrzeć. Bardzo się wstydzi. Miałeś się modlić,
nie śpij. Jego rodzice. Dlaczego został, co on głupi. On go o to poprosił. Znowu
płacz wszystkich. Ja umrę, potem on, dopiero wejdziecie. Nie chcę grobu. Moje
prochy rozrzucicie nad śmietniskiem – to na znak pokuty. Chciałbym żeby po świecie,
ale to jest drogie. Ten budynek zrównajcie z ziemią, a następnie na tym skalanym
miejscu wznieście taki sam. Tu umarła kobieta. Dlaczego się za mnie nie
modlisz? A ten pokój niech zostanie zamurowany. To na znak pamięci, kogo? Tego
nikt nie będzie pamiętał. Uch, uch patelka. Zaczyna majaczyć, umiera, zróbcie
coś, tego sobie życzył. Ten człowiek obok się poświęcił za kogoś, kogo nawet
nie zdążył poznać, uleci w nicość, bo kochał ludzi. To jest wzór dla was. Jejku jak się boję. Czy pójdę
do piekła, ledwo mówię, będę w pie
Koniec idę do Domu
Normalności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz