Za dwudziestoma ośmioma górami, i trzydziestoma
rzekami, i, i sześcioma oceanami żyła sobie Królewna Ścieżka. Aha, było to
tak dawno, dawno temu, że już nikt nie pamięta o tym, że jest to jedynie bajka,
a każdy myśli, iż zdarzyło się to naprawdę.
Żył więc sobie zamiast Pięknej Królewny Wykręcony
Kapturek. Wykręcony dlatego, że był niechlujem i nosił bluzkę kapturówkę z
wywleczonym na lewą stronę basłykiem.
Szedł sobie więc raz Wykręcony Kapturek przez las do
Babci, natomiast Babcia to przezwisko serdecznego kolegi Kapturka. Był wtedy
piękny deszczowy poranek, jaki uwielbiają wszystkie niechlujki. Gdy tak szedł i
błotko pryskało mu spod dziurawych walonek, wszystkie zwierzątka czmychały w
las. Wykręcony Kapturek niósł dla Babci koszyczek pełen cegłówek. Cegłówki były
im potrzebne niezbędnie. Gdy tak szedł beztrosko w podskokach machał sobie
koszyczkiem i pogwizdywał radośnie melodie „Spoza gór i rzek.” Jedno zwierzątko
nie czmychnęło jednak w gęstwiny leśne, a był to Wilk Milk. Pomyślał sobie:
porozmawiam z Kapturkiem, może w gruncie rzeczy nie jest on taki zły jak to
szumią knieje...
...wtem trzask, świst, bum! Ucho od koszyczka się urwało.
Wilczek Milk leży pod jałowcem nie dając znaku życia. Cóż było robić, Kapturek
był naprawdę dobry w głębi serca i żal mu się zrobiło poturbowanego Wilka
Milka. Zdjął więc wilkowi ciężkie buty, przerzucił go sobie przez ramię i w te
pędy pobiegł do Babci. Jakież było jego zdziwienie gdy zobaczył Kapturka, którego
nie poznał. Spytał wiec kapturka: „Kim ty jesteś dobry (smaczny) człowieku i
dlaczego masz dwie głowy, a w tym jedną tak obficie owłosioną i z takimi
wielkimi zębami. Kapturek oświadczył, że to dlatego, że jest bardzo głodny.
Wtem patrzy, a to nie jego głowa tylko wilka, który dostał w nią koszyczkiem z
cegłówkami. Dalej w te pędy zaczęli opatrywać Wilka Milka, który miał opuchniętą
głowę nie od zawsze, a następnie cucić go amoniakiem i tak by było zawsze
bo poprawy ani dudu.
Wtem Babcia choć był bardzo jeszcze młody dojrzał
podlewaczkę pełną wody, ładniej zwaną konewką, co ją kupił razem z Ewką. Czął
podlewać Wilka Milka, by tej bajce przybyła jeszcze chwilka. Wnet wilk parsknie
ocucony, kto mnie zabrał tu od żony? Kędy wracać bez te knieje, gdy jest mróz i
wiatr wieje. Nie martw się Wilku Milku z wielką głową, bo kończymy już z rymami
by pisanie stało się łatwiejsze, w konsekwencji czego szybciej wrócisz do
swej żony.
Wilk zmuszony został jednak by nocować u nie swej
babci, gdyż noc zapadła taka ciemna, że najstarsi górale nie pamiętają. W tym
wszystkim najgorsze jednak było to, iż Milk wcale żony nie posiadał, a jedynie
wyimaginowała ją jego wielka głowa w szoku pourazowym. Trudny byłby to do rozwiązania
problem gdyby nie to, że głód Kapturka wciąż narastał, a i brzusio Babci też
niczego sobie. Zjedli więc Wilka bezlitośni, ale ktoś poalarmował gajowego, który
rozpruł brzuchy Wykręconego i Babci i wyskoczył z nich wilk ożyły, który z tego
wszystkiego oprzytomniał i przypomniał sobie, że wcale nie ma żony i wszyscy
musieli później żyć długo i szczęśliwie jak robale w polnej śliwie...
matkoboskosulisławsko! ;)
OdpowiedzUsuńMyślałem, że omatkoboskosulisławsko to ja wymyśliłem.
OdpowiedzUsuńno pewnie, że Ty :) :) :)
OdpowiedzUsuńTo kto tu ze mną pisze?
OdpowiedzUsuń