Tekst i zdjęcie przygotowane z okazji finału akcji "Ja ostrowczanin" w 2011 roku zorganizowanej przez stowarzyszenie Krzywa Kultury.
Nie jestem ostrowczaninem z krwi
i kości. Zamieszkałem tu po ukończeniu osiemnastu lat, a i tak uciekałem często
na wieś. Mam jednak z tym miejscem wspaniałe wspomnienia. Poznałem
wartościowych ludzi, „rdzenny element”, spędziłem setki godzin na rynku dywagując
o przyszłości, o tym jak żyć lepiej. Tu i w parku, do którego czasem strach
było chodzić rodziły się i wpadały w błoto nasze młodzieńcze ideały. Ten
swoisty przekrój tubylców rozjechał się po świecie szukać chleba powszedniego.
Ja zostałem, zostałem bo bardzo chciałem być młodym ojcem. Dobrze, że takie
decyzje podejmuje się w niepełnej świadomości. Dzięki temu jednak jestem,
trwam. Tu przeżywam swoje małe wzloty i bolesne upadki i z klawiatury kontaktuję
się z tym zapomnianym dzikim kwiatem niegdysiejszej młodzieży.
Ostrowiec to ludzie, a oni
ciągle byli koło mnie mimo tego, że mieszkałem 10 km stąd. To oni
przyjeżdżali do mnie, bo to w Ćmielowie i okolicznych wsiach kwitł rock’n’roll.
To my zasilaliśmy koncerty w ODS „Malwa”. Nasze życie na wsiach w wielu
sferach wiązało się z tym ośrodkiem
miejskim. I co ważne, dokładnie pamiętam nas z czasów kiedy tu zamieszkałem. Choć
głód wygonił wielu z nas byliśmy dumni z tego MIASTA!
Spoglądam wstecz i wspominam
przyjaciół. Mieszkają tysiące kilometrów stąd. Wszystkie mieszczuchy i
mieszkańcy okolicznych wioch, żyliśmy tu, bądź to miejsce na nas oddziaływało.
Wspomnijcie, to był nasz Ostrowiec! Ja ciągle o Was myślę, nie zapomnę nigdy,
bo gdyby nie wasze słowa i czyny, nie doszłoby nigdy do interakcji dzięki
której jestem tym kim jestem. Jestem sobą. Pamiętam Was, pamiętam też tych,
którzy w tak młodym wieku odeszli. Od dwudziestu lat piszę do szuflady. Piszę
„niewiersze”, „nieopowiadania”, „niefraszki” i „niebajki”. Dla Was koledzy
pokonuję wstyd i wyciągam na światło dzienne pożółkłe szpargały.
Litania
Mamy drugi
dzień Świąt Bożego Narodzenia
Właśnie
wyszedł niepijący szwagier
Panie Boże napijmy się
Jak zwykle Ty polewasz
No to za Janusza
Który się utopił
No to za Dżenego
Który
świetnie rysował a skończył żywota na torach
No to za
Humla
Który się powiesił
No to za Gela
Który się powiesił
No to za Cypisa
Który zginął z mordercą na motocyklu
Napijmy się za Siekierę
Który się powiesił
Napijmy się
za Siłę
Który siedzi
za zamordowanie teściowej
Wypijmy za
Ringa
Który się powiesił
Wypijmy za Cacka
Który jechał na motocyklu
Wypijmy za kierowcę
Który w tę
upojną noc wyjechał samochodem
Wypijmy za
Genego
Którego przygnietli płytą nagrobną
Zdrowie Woza
Któremu
stanęło serce w słonecznej Italii
Wypijmy za
Piotra i wspomnienia o latach osiemdziesiątych
Panie Boże
Już nie polewaj
Jestem zbyt upity
Położę się spać
Brutalne jest to życie. Napiszę
jednak o tym czym było dla mnie to miasto zanim tu zamieszkałem. Było moją
ukochaną wsią pachnącą szeleszczącym zbożem i ścieżką wśród zieleni, którą
musiałem przebyć w drodze na przystanek. Było przede wszystkim górą, na którą
wychodziłem i Ostrowcu w Ciebie się wpatrywałem. Z tej góry byłeś dla mnie hutą,
dymiącymi kominami na granicy widnokręgu, byłeś wielki, budziłeś zachwyt ale
byłeś dla mnie nade wszystko tym co stało na drodze mojego wzroku. Zanim więc
dobiegł on do Ciebie byłeś dla mnie kocimi łbami, wspomnianym zbożem,
starosłowiańskim kurhanem, czy grobowcem Szwedów, wysokimi drzewami, Grójcem,
łąką, lasem i dopiero ogromnym, mieszającym się z chmurami dymem. Byłeś dla
mnie wiosną, latem, jesienią i zimą. Byłeś wyjazdami z rodzicami, nie pamiętam
po co? Jakże ja na nie czekałem. Czekałem, bo jak już minęliśmy ten obleśny
szkielet przyszłej „Gromady” to na al. 1 Maja, obok księgarni czasem stał stary
wyścigowy samochód. Konfabulacje zastępują wspomnienia. Może to było nawet Auto
Union Type C lub D. Nieważne, to był piękny samochód, a później to już tylko
pizza w „Hawanie”. Więc byłeś Ostrowcu ciągle przy mnie, ciągle obok, najważniejsze
jednak, że byłeś dla mnie tą wsią na której mieszkałem. Choć czasem przyjeżdżał
do nas jakiś „kierowca z Ostrowca”, np. stryjek Karola, to moje dziecięce oczy
rejestrowały inne obrazki niż „rówieśniczych gnojków” w Tobie żyjących.
Cóż, mimo tego wszystkiego co tu
wypisuję jestem ostrowczaninem. Nadszedł więc czas żeby w końcu się
przedstawić, zaprezentować… Och, jeszcze większy opór muszę pokonać i znów
sięgam ręka do wspominanej szuflady. Więc jaki jestem ja, jako jakiś tam
przykładowy ostrowczanin? Jestem tym dzieckiem wsi i wszystkim co pamiętam,
jestem ze swoimi zawiedzionymi marzeniami i wciąż nowymi pomysłami. Niektórzy
mnie znają, ja znam niektórych, czasem ktoś coś o mnie usłyszy ale to
przecież nie o to chodzi. Chodzi o to,
że tu mieszkam, tu chcę mieszkać i tu próbuję realizować swoje pomysły. Reszta
to przypadek. Żebyście więc mogli zrozumieć jaki ja jestem, jako jeden z wielu
tu zamieszkujących pokonuję opór rzutem na taśmę i już.
Nad
strugą
Stryj Janek do mnie z serca mówi
Rozmawiał wczoraj z Bogiem
Jak brat z bratem
Bez kast
Pod domem na schodach siedzimy
Pod bzem w upalne niebo
wpatrzeni
Za idee utracone
Dziecięcymi oczami machorkę
zawijam w bibułę
W przyszłość patrzę
Dawny ład wspominam
Kładę się spać z nadzieją
Że czas w obie strony przebędę
Zbudzę się jutro
I zbudzę się wczoraj
Tak dzień za dniem
Noce i dnie
Pradzieje z tym co nieznane
zrównam
Dziedzictwo prostego bogobojnego
ludu
Z ekscesem praw młodości pogodzę
To my z pióropuszem myśli na
głowie
To wy z księżycowym krokiem
I wy z gaciami w kolana
obwisłymi
Przyszłość potomków zbudujemy
Dziadów nadzieje w grobie
przewrócę
Położę na wznak ich szumne idee
Odrodzą się w buncie pokoleń
Głosy przeszłości te same
Nuda
Nic nowego
Krzyk młodzieńca
Takie samo wzruszenie
W pijackim amoku za szable
chwycimy
Z kosami na Moskwę pójdziemy
Wnuki nasze bohaterskie czyny
wspomną
Na imieninach
O północy
Pod stołem za to toast wzniosą
Oby nie ostał im się jeno sznur
piękne!
OdpowiedzUsuńpięknie napisałeś.
:)
Pió
Dziękuję
OdpowiedzUsuń